Subscribe to my full feed.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne oprogramowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wolne oprogramowanie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, sierpień 14, 2007

Nowe internetowe narzędzia edukacyjnej wymiany i współpracy. Kultura edukacyjnego daru

Poniżej publikuję tekst, napisany na bazie referatu wygłoszonego podczas konferencji "Społeczne konteksty rozwoju internetu. Implikacje dla edukacji", która odbyła się drugiego czerwca 2006 w Gdańsku. Pojawi się w książce pokonferencyjnej pod redakcją Damiana Muszyńskiego i moją, ale czekamy na książkę tak długo, że w obawie przed zupełną dezakualizacją treści zdecydowałem się na publikację na blogu. Być może wersja ostateczna będzie nieco inna, zatem proszę potraktować poniższą wersję jako szkic. Obecnie mam sporo uwag i napisałbym tekst inaczej, ale...


Nowe internetowe narzędzia edukacyjnej wymiany i współpracy. Kultura edukacyjnego daru.

słowa kluczowe: wolne oprogramowanie, otwarte źródła, wolna kultura, wolna edukacja, kultura hakerska, internetowe narzędzia wymiany i współpracy, kultura edukacyjnego daru, wolny dostęp do wiedzy.

1. Balansowanie między otwartym/wolnym a zamkniętym

“Zamknięte systemy są martwe. Od oprogramowania do łańcuchów zaopatrzenia otwartość jest nowym standardem”1- tak brzmi nagłówek jednego z tekstów w magazynie “Wired”, poświęconego “ekonomii pełnego dostępu”. Czy naprawdę zamknięte do tej pory struktury są już martwe? Rzeczywiście, w ostatnich kilku latach zauważamy ogromny wzrost dostępności treści w globalnej sieci informacyjnej. Mamy możliwość korzystania z wielu zasobów zgromadzonych w internetowej sieci, ale także budowania nowych treści na podstawie starych, współpracę dzięki różnorodnym nowym technologiom. Wzrasta aktywność obywatelska, powstaje coraz więcej treści publikowanych przez zwykłych użytkowników, wykorzystuje się energię amatorów, którzy w przeciwieństwie do specjalistów, chętnie dzielą się wiedzą. I to za darmo. Podejmuję powyższy temat, ponieważ otwartość, która podobno ma się świetnie, jest nieustannie atakowana i zagrożona, a jednocześnie przez wielu traktowana jest jako jedyna możliwa alternatywa, choć jednostronnie zrozumiana sama może być zagrożeniem. Podejmuję go wreszcie, ponieważ uważam, że pedagodzy, a przynajmniej polscy pedagodzy są bardzo słabo zorientowani w obecnej sytuacji i wciąż traktują wiedzę oraz autorstwo, nawiązując do romantycznej wizji samotnego autora, która jest doskonałym odbiciem współczesnego pędu do zawłaszczania i posiadania. Nie próbują jednak wykorzystać nowych technologii, które prawie na siłę, bez głębszej refleksji, niemal mechanicznie wprowadza się do szkoły, wyposażając komputerowe pracownie w sprzęt i podłączając do internetu. Czy warto dzielić się wiedzą i w jaki sposób nowe narzędzia pozwalają nam na to, a także czy zadowala nas otwartość, a może lepiej walczyć także o wolność, na te i inne pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście.


1.1 “Otwartość” vs. “wolność”. Open Source i Free Software jako impulsy napędzające wymianę i współpracę w internecie

Według Manuela Castelsa do rozwoju internetu przyczyniły się kultury techno-merytokratyczna, hakerska i komunitariańska, a także kultura biznesu2. Trzy pierwsze reprezentowały realizowane na różnych polach ideały wolności i dostępności: swobody dostępu do wiedzy, dzielenia się wiedzą i współpracy, działania na rzecz ulepszania technologii wspólną pracą, przywiązanie do wolności słowa, swobody ekspresji, działania w grupie i obywatelskiej aktywności. Czwarta kultura, również nastawiona na wolność, tym razem wolność robienia interesów, niestety, pomimo częstych obecnie aliansów ze środowiskiem Open Source, w dużej mierze wciąż przyczynia się dzisiaj do zamykania dostępu do wiedzy i innych dóbr kultury. A to dlatego, że w przeciwieństwie do trzech wcześniej wymienionych kultur, priorytetem jest dla niej nie człowiek, ale zysk. Oczywiście, jest to duże uogólnienie i uproszczenie. Niemniej to właśnie biznes, a raczej wielki biznes jest obecnie jednym z największych orędowników wydłużania restrykcyjnego prawa autorskiego, ochrony patentowej itp. i to właśnie chęć robienia interesów, a nie ideały wolności spowodowały powstanie Open Source, alternatywy dla Wolnego Oprogramowania, a właściwie wolnego oprogramowania w innym opakowaniu, które miało przekonać do siebie biznes. Bo, jak mówi haker Eric Raymond, Otwarte Źródła powstały, ponieważ “free” z terminu “free software” kojarzyło się jednoznacznie z darmowością, co skutecznie odstraszało firmy od zainwestowania pieniędzy w tego typu projekty3.

Zatem Open Source, inicjatywa, w której nazwę wpisana jest otwartość, paradoskalnie może być płaszczykiem, maską, która pozór wolności wykorzystuje do wspierania biznesu. Wolne licencje są uważane przez Open Source za lepsze od zamkniętych, głównie ze względów praktycznych. Znane w tym środowisku hasła to “im więcej oczu śledzi kod, tym mniej groźne są błędy” oraz “niech zadecyduje kod”. Z drugiej strony ów “płaszczyk”, choć niesie zagrożenie podporządkowania wielu projektów biznesowi, to jednak przyczynia się do dostępności nowych technologii dla zwykłych użytkowników, na zasadzie wymiany: firmy wspierające Open Source dają wsparcie finansowe i technologiczne, w zamian oczekując wsparcia społeczności przy realizacji projektów. Właściwie współpraca z biznesem nie jest złamaniem reguł stworzonych przez Richarda Stallmana- twórcy Fundacji Wolnego Oprogramowania i jej prawnego manifestu, czyli licencji GNU GPL, która daje swobodę również komercyjnego zastosowania, a sam Stallman tłumaczy termin “free” jako “free as in freedom not as in free beer”4. Dopóki oprogramowanie Open Source publikowane jest na licencjach uznawanych przez Fundację Wolnego Oprogramowania za wolne, nie ma technicznej i prawnej różnicy pomiędzy oprogramowaniem wolnym i otwartym. Rzecz rozchodzi się o nazwy i, jak to określa Stallman, aspekty moralne- Open Source skupiając się na praktycznym zastosowaniu gubi po drodze wolność, a nawet może próbować działać przeciwko niej, zgadzając się na wykorzystywanie w szerokim zakresie zastosowań zamkniętych w otwartych projektach.

Dzięki działalności Open Source rozpowszechniane są co prawda ideały otwartości5, a pośrednio także wolności, z racji samego pochodzenia Otwartych Źródeł i jednoczesnej silnej aktywności Fundacji Wolnego Oprogramowania6 i jej zwolenników, przypominających, że istotna jest wolność, a nie tylko praktyczność kodu. Istotna jest również działalność Ruchu Wolnej Kultury, który w nazwie ma “wolność” a nie “otwartość”, chociaż działalnością głównych propagatorów ruchu, m.in. Creative Commons przypomina coraz częściej działania Open Source, skłaniając się ku praktycznemu zastosowaniu licencji CC, nawiązując współpracę nawet z takimi tępicielami wolnego przepływu wiedzy jak np. Microsoft. Jak wspomniałem, chodzi głównie o nazwy, ale nazwy są bardzo istotne, ponieważ ideologie, jakie się za nimi kryją, pozwalają lub nie na zdominowanie aktywności przez pragmatyczny, biznesowy i rzekłbym mechaniczny dyskurs (a takim posługuje się środowisko Open Source). Temat ten jest jednak zbyt szeroki, by rozwijać go w niniejszym tekście. Pobieżne wyjaśnienie go uważam jednak za sprawę kluczową, ze względu na częste stosowanie błędnych podziałów na linii- płatne- darmowe lub zamknięte-otwarte, z pominięciem aspektów wolnościowych. Sięgnięcie do programistycznych niuansów jest ważne, ponieważ pozwala lepiej zrozumieć, co dzieje się w dzisiejszej (medialnej) edukacji- dlaczego nie wystarczy praktyczne działanie, czyli kształcenie technicznych umiejętności, ale niezbędna jest ideologiczna7 i moralna podbudowa działań. Jeśli jej nie będzie, wychowanie ograniczy się do kształcenia umiejętności i na dobrą sprawę, rezygnując z przekazywania określonych wartości, przestanie być wychowaniem. Co oczywiście może oznaczać zastąpienie edukacyjnego, moralnego dyskursu, ukrytym dyskursem wychowawczym automatów, algorytmów i pochwałę praktycznego działania celem uzyskania doraźnego zysku.


2. Koniec statycznej sieci (?)

Współczesny internet jest płynny, nieustannie zmienny, nie tylko dzięki sieciowej architekturze, ale również dzięki płynności kodu, możliwości modyfikacji treści i nieustannie zmieniającym się sieciom społecznym. Ruch Wolnego Oprogramowania, Otwarte Źródła i Ruch Wolnej Kultury w dużej mierze przyczyniły się do dostępności technologii i wiedzy dla użytkowników internetu i do nowego, bardziej swobodnego i płynnego podejścia do treści, modyfikacji ich i ponownego wykorzystania. Niestety, płynność ta jest zagrożona mroźnym oddechem korporacyjnej żądzy zysków.

Dzisiejsza sieć, dzięki powstaniu nowych narzędzi, staje się coraz bardziej dynamiczna. Coraz więcej osób ma dostęp do internetu i nie wykorzystuje go jedynie w bierny sposób, ale zaczyna transmitować, produkować nowe idee i informacyjne produkty. Pojawia się coraz więcej platform, które umożliwiają swobodną wymianę w zakresie wytwarzanych dóbr- tekstów, filmów, zdjęć, dźwięków, a także oprogramowania. Sieć staje się miejscem nieustannej dyskusji, ścierania poglądów i wytwarzania nowych wartości. Nowe możliwości, nowa sieć oparta na nowych narzędziach jest często określana jako Web 2.0. Użytkownicy są traktowani jako współtwórcy różnego rodzaju serwisów, tworzonych z myślą o nich w myśl zasady przyświecającej Open Source “publikuj wcześnie i publikuj często”. Serwisy te funkcjonują niejednokrotnie w tzw. wersji Beta, czyli są ciągle nieukończone, nieustannie kształtowane i ulepszane właśnie dzięki pracy, a właściwie wykorzystywaniu ich przez zwykłych internautów.

Koniec statycznej sieci zaowocował również końcem zupełnie darmowej sieci. Komercjalizacja idei związanych z komputerami i siecią komputerową zaczęła się o wiele wcześniej, już od zamykania kodu oprogramowania i zaczęła opanowywać internet- płatne i własnościowe treści pojawiały się na ogromną skalę. Tak jak niegdyś blokowanie dostępu do kodu, tak dzisiaj komercjalizacja treści oraz coraz bardziej restrykcyjne i skuteczne egzekwowanie prawa autorskiego, zaowocowało sprzeciwem. Bunt ten opiera się na działalności Ruchu Wolnego Oprogramowania, szeroko rozumianym Ruchu Wolnej Kultury, którego najciekawsze przykłady to Creative Commons, Open Access, Open Course Ware, działalność Fundacji Wikimedia8 i infoanarchistów walczących z tzw. “prawem własności intelektualnej”9. Bunt ten nie musi być jednak oparty na przekonaniach jednostki, nie musi być nawet uświadomiony. Sama architektura, według Mitcha Kapora, jest polityką10. Zatem sieciowa infrastruktura i sieciowe, hipertekstowe połączenia automatycznie stoją w opozycji do zamknięcia, sztywnej hierarchii i ograniczania przepływu informacji.


3. Kultura edukacyjnego daru

Kultura edukacyjnego daru, to kultura, która kształtuje się na bazie sieciowej, otwartej architektury internetu, dzięki możliwościom zarówno odbioru jak i nadawania, przy użyciu narzędzi umożliwiających wymianę i współpracę, a także przy wsparciu ideologicznym różnorodnych instytucji i grup ludzi.

Według Ebena Moglena, jednego z głównych działaczy ruchu wolnego oprogramowania i współtwórcy m.in. licencji GNU GPL, pogłębia się, a jednocześnie uświadamiamy ją sobie coraz bardziej, przepaść pomiędzy rzeczywistymi możliwościami oferowanymi przez nowe media, a coraz mniejszymi możliwościami, które zmuszeni jesteśmy zaakceptować. Moglen nie traci jednak ducha i pisze, że pojawia się jednocześnie “nowy system dystrybucji, bazujący na kojarzeniu równych, bez hierarchicznej kontroli, który zastępuje zniewalający system dystrybucji muzyki, wideo i innych dóbr”11. Według niego od uniwersytetów, bibliotek i podobnych instytucji powinniśmy wymagać kompletnego, darmowego dostępu do wiedzy dla wszystkich ludzi. Moglen pisze dalej “powierzamy się rewolucji, która uwalnia ludzki umysł. Obalając system piractwa, własności idei, powołujemy do życia prawdziwe społeczeństwo, w którym swobodny rozwój każdego jest warunkiem swobodnego rozwoju wszystkich”12. Czy aby na pewno wszystkich? Według Wade'a Rousha, ludność krajów zachodnich zaczyna spędzać całe dnie w niewidzialnym polu informacyjnym, które jest wytworzone przez nasze cyfrowe urządzenia, jak laptopy, telefony komórkowe i odtwarzacze muzyczne, bezprzewodowe sieci połączeń komunikacyjnych, służących nam w podróży i dzięki internetowi i rosnącej liczbie sieciowych narzędzi służących wyszukiwaniu informacji, komunikacji międzyludzkiej i współpracy z innymi ludźmi. “Uzbrojony w nic więcej niż telefon komórkowy, nowoczesny mieszczuch może uzyskać odpowiedź na prawie każde pytanie, zlokalizować znajomych, przyjaciół i usługi; dołączyć do wirtualnych społeczności, które tworzą się i rozchodzą w mgnieniu oka wokół współdzielonej pracy i wspólnych zainteresowań; może również publikować bloga, zdjęcia, nagrania dźwiękowe i wideo nieograniczonej publiczności”13. Jednak nie wszystkich na świecie stać na korzystanie z nowych technologii. Dlatego pojawiają się inicjatywy, które mają na celu umożliwienia korzystania z nowoczesnych narzędzi. Przykładem może być laptop za 100$ przygotowywany pod kierunkiem Nicholasa Negroponte.


4. Podsumowanie

Czy w świecie równych głosów, wolności wypowiedzi i swobody współpracy, współtworzenia, szkoła powinna nadal opierać się na hierarchicznej organizacji, przekazywaniu wycinkowej wiedzy i ocenianiu zaangażowania i zasobności informacyjnej jednostek? Czy może mamy dawać jedynie podstawy wspólnej wiedzy, tworzyć bazę, punkt wyjścia do poszukiwań? A może mamy uczyć jak poszukiwać, wykorzystywać narzędzia i współpracować? A może szkoła nie jest już potrzebna, albo potraktować ją powinniśmy jako niezbędny przymus, taśmę produkującą bezwartościowe papierki bez pokrycia? W każdym razie nie powinniśmy się dziwić, jeśli dla młodych ludzi szkoła coraz rzadziej będzie synonimem edukacji, zwłaszcza dla tych, którzy korzystają już dziś z wolnych źródeł informacji i przyzwyczajeni są, jak w przypadku Wikipedii do nieustannych zmian, modyfikacji, do tego, że nic nie jest powiedziane raz na zawsze. A to właśnie świadomość nieustannej zmienności, możliwość, a raczej konieczność ciągłego ulepszania opublikowanych już treści, zgromadzonej wiedzy, najlepiej oddaje ducha “uczenia się bez końca” czy inaczej “uczenia się przez całe życie”.

Jeśli nie dokonamy wyboru i nie rozpoczniemy zmian, może się okazać, że szkoła jest tylko przymusem, obowiązkową kuźnią papierów bez pokrycia, a może przymusowym skansenem. A główną lekcją, jaką młodzi ludzie mogą ze szkoły wynieść jest wiedza o tym, jak nie warto działać i funkcjonować. Nasze społeczeństwo, chcemy tego czy nie, pod wpływem korzystania przez nas z sieci internetowej i coraz szerszego dostępu do mediów zaczyna się zmieniać. Jak będzie wyglądać, zależy głównie od nas. Jeśli jednak zaprzestaniemy krytycznej refleksji i działania na rzecz zmian, możemy ponownie obudzić się w świecie dwóch kontrolowanych kanałów telewizyjnych lub tysięcy pstrokatych programów, nasączonych łagodną i ciepłą papką bezwartościowych treści. Bo swoboda nadawania wartościowych informacji, możliwość współpracy i wolność tworzenia może zostać zablokowana przez zniesienie neutralności sieci, rozszerzanie i jeszcze bardziej skuteczne egzekwowanie prawa autorskiego i knebel w usta niepokornym obywatelom, polegający na współpracy gigantów medialnych i rządu, czego przykładem są choćby dzisiejsze Chiny.


Przypisy:


1Kelleher, K., (2006). All-access economy. Wired nr7

2 Castells, M. (2004). Galaktyka internetu. Rebis.

3 Zobacz np. film “Revolution OS”.

4 Wypowiedziane m.in. w filmie “Revolution OS” i wielu tekstach Stallmana.

5 Mówienie o otwartości nawiązującej jedynie do Otwartych Źródeł niesie niebezpieczeństwo mechanicznego jej traktowania i odwoływanie się do tak rozumianej otwartości to nic więcej niż praktycyzm, który może prowadzić do konformizmu.

6 Wiele dystrybucji GNU/ Linuksa korzysta zarówno z wolnego jak i otwartego oprogramowania- przykładem jest Ubuntu- a niejednokrotnie oprogramowanie Open Source i Free Software jest publikowane na identycznej licencji i określanie jednym lub drugim mianem zależy wyłącznie od optyki ideologicznej danej osoby. Mówi się również o FLOSS: Free/ Libre, Open Source Software- jest to zbiorcze określenie na oba typy oprogramowania.

7 Mówienie w Polsce o potrzebie ideologicznego kształtowania może zapewne budzić wstręt, jest jednak moim zdaniem niezbędnym warunkiem spójności każdej strategii edukacyjnej.

8 Wikimedia łączy wolną kulturę “pozaprogramistyczną” z ruchem wolnego oprogramowania poprzez zastosowanie licencji GNU FDL na publikowane treści, licencji GNU GPL na mechanizm Wikipedii i projektów pokrewnych oraz wykorzystywanie tylko wolnego oprogramowania.

9 Termin ten jest bardzo szeroki i nieprecyzyjny. Odnosi się do prawa autorskiego, patentowego i prawa znaków handlowych, które kształtowały się oddzielnie. Richard Stallman uważa to określenie za mylące i mające na celu propagandę własności informacji.

10 O'Reilly, T. What is web 2.0. Odebrane: 30.09.2005. z: www.oreillynet.com

11 Moglen, E. (2003). The dotCommunist Manifesto. Odebrane: 30.09.2005. z: www.emoglen.law.columbia.edu

12 tamże

13 Roush, W. (2005). Social Machines. Technology Review: sierpień.



Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

wtorek, październik 24, 2006

Odpowiedź na komentarz Ekhila odnośnie M$ i cyfrowego wykluczenia

Łącze do skomentowanego przez Ekhila tekstu, gdzie można znaleźć również Jego komentarz.

Najpierw odnośnie darmowości- działalność na rzecz darmowego dostępu do wszelkich "produktów" kultury nie oznacza tego samego, co walka o wolność. Wolne oprogramowanie nie musi być darmowe, co w przypadku produktów dla użytkowników indywidualnych zdarza się rzadko, a nawet jeśli trzeba zapłacić, są to kwoty niższe niż za oprogramowanie własnościowe. Często płacimy tylko za nośnik. Z kolei walka o darmowe oprogramowanie to walka o freeware- czyli na dobrą sprawę chcemy dostać coś za darmo, a dalej nie mamy prawa wiedzieć jak taki program działa i nie mamy prawa go ulepszać, a także niekoniecznie musimy mieć prawo do jego rozpowszechniania.

Druga sprawa- cyfrowe wykluczenie i Windows. Oczywiście, możesz mieć w domu taki system operacyjny, jaki sobie wymarzysz. To Twoja sprawa, ale powinienieś mieć również świadomość, że korzystając z produktów M$, być może nie przyczyniasz się do cyfrowego wykluczenia bezpośrednio, ale wspierasz pewien zamknięty sposób produkcji oprogramowania oraz sposób dystrybucji. Krótko mówiąc, zgadzasz się na to, że nie masz żadnych praw do oprogramowania, że pożyczenie oprogramowania koledze jest takim samym przestępstwem jak kradzież samochodu, a także, że można ograniczać dostęp do wiedzy w ogóle i do wiedzy na temat funkcjonowania oprogramowania i że za wartościową wiedzę trzeba płacić, nawet gdy Cię na to nie stać. W przypadku Windows nigdy nie możesz być również pewnym, co właśnie robi Twój OS.

Wiem, że sprawa jest złożona i nie skreślam absoutnie ludzi korzystających z Windows. Sam przesiadałem się stopniowo, korzystająć z dwóch systemów. I tu zgadzam się, że niezbędna jest edukacja. Ale nie edukacja polegająca na obsługiwaniu różnych systemów. Edukacja, która będzie zwracać uwagę na sposób produkcji oprogramowania, wyjaśniająca co możesz zrobić z danym typem oprogramowania, dlaczego nie możesz tego samego robić z GNU/ Linuksem i z Windows. Edukacja skupiona nie tylko na praktycznym wykorzystaniu oprogramowania i swobodzie wyboru pomiędzy programami- co mi wygodniej, ale przede wszystkim oparta na uświadamianiu, co służy społeczeństwu, rozwojowi, a co rozwój ogranicza. Dalej- edukacja, która kierowana jest przez ludzi świadomych, instalujących w szkolnych pracowniach wolne oprogramowanie, które można uzyskać darmowo, a także swobodnie konfigurować, rozdawać za darmo uczniom, żeby w domu mogli korzystać z tego samego oprogramowania co w szkole. Obecnie jest to utrudnione- jeśli podczas zajęć uczą Cię obsługi programu Power Point, Word, Front Page, w dodatku w oparciu o najnowszą wersję M$ Office, to prawdopodobnie w domu skorzystasz z pirackiej wersji, bo na legalną Cię nie stać. Uczymy zatem kombinowania i tego, że szkoła nie pomaga uczniom, radźcie sobie sami. Dlaczego szkoły powinny używać wyłącznie wolnego oprogramowania, wyjaśnia Richard Stallman.

Można to uznać za objaw zakłamania, ale w tej chwili mam jeszcze Windows na dysku, na szczęście tylko jako drugi system komputera stacjonarnego, ponieważ zanim przesiadłem sie na GNU/ Linuksa, kupiłem drukarkę. A do niej nie ma sterowników pozwalających na korzystanie pod GNU/ Linux. Wyzwalanie się nie jest proste i jest procesem stopniowym, który może, a nawet powinien zacząć się od instalacji wolnych programów na Windows- to pozwala przyzwyczaić się do innych programów i ułatwić przesiadkę. Jednak na dłuższą metę, tworzenie oprogramowania wolnego na zamknięte systemy operacyjne skutkuje pewnym wymieszaniem. Skoro można korzystać z wolnych programów pod Windows, można korzystać z zamkniętych pod GNU/ Linux i na dobrą sprawę wolność oprogramowania przestaje mieć znaczenie, liczy się tylko drobny bunt przeciwko monopoliście i wszystko sprowadza się do otwartości. Otwartości, która jest lepsza, bo pozwala na tworzenie lepszego oprogramowania pod względem praktycznym, a nie dlatego, że pozwala uwolnić się od pewnych ograniczeń. I taka właśnie jest filozofia Open Source. Ciekawe artykuły na temat ryzyka "miksowania" oprogramowania wolnego i zamkniętego, a także tworzenia różnego typu oprogramowania na różne systemy można za darmo przeczytać w "Free Software Magazine", zwłaszcza numerze trzecim i czwartym, jeśli dobrze pamiętam.

W walce o dostęp do wiedzy kompromisy powinny być jak najrzadsze. Na dobrą sprawę nie widać oznak szkodliwości Windows- nie stać Cię, znajdziesz piracką kopię. Czy przez korzystanie z Windows komuś dzieje się coś złego? Tyle że działa to na identycznej zasadzie jak np. dbałość o ochronę środowiska- kogo obchodzi, jaką w domu mam lodówkę- czy jest to lodówka z lat '70, która szkodzi powłoce ozonowej, kogo obchodzi, czy mam samochód, który spala dwadzieścia litrów benzyny na 100km itp. Niestety, pewne "drobiazgi" mają kluczowe znaczenie i powinny być rozpatrywane w dłuższej perspektywie. Bo zgoda na wybór Windows oznacza zgodę na wydłużanie w nieskończoność prawa autorskiego, co skutkuje tym, że Ty nie możesz korzystać z dóbr kultury, a korporacje mogą, coraz większą kontrolę nad użytkownikami programów, bo trzeba będzie sprawdzić, czy masz prawo korzystać z oprogramowania albo np. cyfrowych zbiorów bibliotecznych. Czarną, ale możliwą do spełnienia wizję prezentuje Stallman w "Prawie do czytania", którego lekturę serdecznie polecam.

Tag:
Creative Commons License
Ten wpis jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0 Poland.

czwartek, październik 19, 2006

Niech żyje absurd! Microsoft walczy z cyfrowym wykluczeniem

Po przeczytaniu informacji w Dzienniku Internautów, dotyczącej informatyzacji Podlasia nie byłem ani specjalnie zdziwiony, ani zaskoczony. Otóż na Podlasiu rozpoczęto projekt, który ma zwalczać cyfrowe wykluczenie, skierowany głównie do bezrobotnych i zagrożonych bezrobociem. Sprzęt zakupił bank światowy, pewne programy zakupiły pewne firmy (w tej chwili to mniej istotne). Microsoft przyznał natomiast grant w formie pieniężnej i oprogramowania w wysokości 350 tysięcy dolarów.

Na potrzeby projektu powstało również polskie tłumaczenie programu Microsoftu "Digital Literacy". Jak pisze DzI:

"Program został opracowany przez firmę Microsoft z myślą o osobach dorosłych, które nie potrafią korzystać z technologii komputerowych, a chciałyby zdobyć tę wiedzę i wykorzystać ją do rozwoju osobistego i zawodowego".

Dziennikarze dodają jeszcze, że wsparcie od Microsoftu przyznawane jest "w ramach ogólnoświatowego programu grantowego zainaugurowanego przez Microsoft Corporation w 2003 roku - Microsoft Unlimited Potential" (!) (pogrubienie i wykrzyknik moje).

Moje zastrzeżenia:
* uważam, że wsparcie ze strony Microsoftu jest nic nie warte. Bez problemu można zainstalować na komputerach wolne i jednocześnie darmowe oprogramowanie, które nie ustępuje w niczym systemowi operacyjnemu Microsoftu.
* Wolne oprogramowanie zainstalowane w pracowni umożliwiłoby administratorom swobodne kształtowanie systemu operacyjnego na potrzeby pracowni, ponadto nie byłoby potrzeby zakupu dodatkowego oprogramowania chroniącego przed wirusami oraz oprogramowania edukacyjnego, pakietów biurowych, programów do obróbki grafiki, wideo i dźwięku.
* Zapewne wsparcie od Microsoftu jest jednorazowe i po kilku latach nie będzie darmowej wymiany oprogramowania, a trzeba pamiętać, że koszt zakupu licencji na korzystanie z Windows to przynajmniej 300zł. Podobnie sprawa wygląda z licencją na użytkowanie oprogramowania antywirusowego i innych własnościowych programów. Zatem część nakładów przekazanych dla pracowni, wróci do Microsoftu i innych firm najpóźniej za kilka lat. W przypadku zainstalowania wolnego oprogramowania, nie byłoby takiej potrzeby.
* Zakup następnej licencji na korzystanie z Windows pociągnie za sobą prawdopodobnie zakup nowego sprzętu, ponieważ następca XP- Vista, ma bardzo wygórowane wymagania sprzętowe.
* "Last but not least"- Microsoft próbuje redukować skutki cyfrowego wykluczenia, chociaż sam się do cyfrowego wykluczenia nieustannie przyczynia i to na wielu płaszczyznach. Przede wszystkim każe sobie płacić ogromne sumy za licencje na korzystanie z oprogramowania, licencje zwykle jednostanowiskowe, a w przypadku nowego systemu Vista- licencje, któr będzie można odsprzedać tylko raz. Poza tym, Microsoft nieustannie zabrania działan edukacyjnych w oparciu o swoje systemy operacyjne, ponieważ zabrania dostępu do kodu. Nieznajomość kodu Windows oznacza również nieznajomość dokładnego funkcjonowania systemu- nie wiemy, czy Microsoft nie gromadzi dokładnych danych na temat użytkowników itp. Nie można walczyć o dostęp do wiedzy, jednocześnie zabraniając do niej dostępu.

Muszę zatem przyznać, że walka z cyforwym wykluczeniem w wydaniu Microsoftu w ogóle mnie nie przekonuje. Traktuję ją raczej jako podstępną kampanię promocyjną. Przypominam sobie, że rok czy dwa temu powstała pierwsza w Polsce pracownia komputerowa dla bezdomnych. Powstała przy niskich nakładach, ponieważ komputery zaopatrzono wyłącznie w wolne oprogramowanie i łaska Microsoftu nie była wcale potrzebna. Przypomina mi się również, że w jednym z tekstów Lessiga w "Świecie Techniki" czytałem o brazylijskich ciężarówkach, czy też autobusach, które zaopatrzone w komputery z wolnym oprogramowaniem jeżdżą po kraju, by uczyć niepiśmienne dzieci "digital literacy". Być może taki sposób Microsoftowi nie odpowiada, ponieważ dzieci w Brazylii uczą się wyrażać siebie poprzez komunikaty medialne konstruowane niejednokrotnie w oparciu o istniejące już teksty- kopiują, wklejają i miksują. A uczenie dzieci, że kultura jest własnością nas wszystkich i wszyscy powinniśmy miec dostęp do wiedzy jest, z punktu widzenia obecnej strategii twórców Windows, niebezpieczna. Niebezpieczna wielce, ponieważ podważa święte obecnie prawo własności intelektualnej i mogłoby zapoczątkować, a właściwie rozszerzyć dyskusję nad restrykcyjnym prawem autorskim, ale i patentowym na szkoły i społeczne instytucje edukacyjne. A na to Microsoft pozwolić sobie nie może.

Niestety, świadczy to również o beznadziejnym przygotowaniu placówek edukacyjnych, które decydują się na rozwiązania Microsoftu. Brak świadomości w tej kwestii, to podcinanie gałęzi, na której wszyscy siedzimy. Ale nie widzę raczej zbyt wielkich szans na poprawę, jeśli nie będziemy podejmować radykalnych akcji protestacyjnych i radykalnych akcji edukacyjno-uświadamiających. Bo Windows jest znośnym systemem operacyjnym, jeśli nie jest się świadomym społecznych skutków jego wykorzystania.

Tag: , ,
Creative Commons License
Ten wpis jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.0 Poland.