Szukaj na tym blogu

2

"Wprost" o szkolnictwie wyższym

środa, października 01, 2008

Nigdy nie czytywałem "Wprost" i może dlatego szkoda było mi kilku złotych na kupno drukowanego wydania. Ale esemesowo zapłaciłem za jeden z dwóch artykułów z ostatniego numeru. Czułem, że muszę, zwłaszcza w kontekście zmian proponowanych w szkolnictwie wyższym, o czym obejrzałem krótką rozmowę w wp.pl, ale o tym później, jak dowiem się więcej i przemyślę sprawę.

Na razie "Wprost" i artykuł współautorstwa pana Terlikowskiego. Informacje o autorach artykułu przeczytałem na sam koniec i wcale nie zdziwiłem się, że jednym ze współautorów jest Terlikowski.

Autorzy diagnozują polską edukację wyższą. Zwracają uwagę na kupowanie wykształcenia na raty w prywatnych uczelniach, śmieją się ze szkół wyższych, które jak grzyby po deszczu wyrosły nawet w niewielkich miejscowościach (jeśli dobrze zapamiętałem, w artykule pojawiło się prześmiewcze hasło "szkoła wyższa w każdej wsi"), wskazują na upadek poziomu kształcenia. Informują, że Polska wymyśliła "trzecią drogę", jakże odmienną od dwóch, które funkcjonują w świecie, czyli podporządkowania rynkowi lub podporządkowania państwu. Nowa droga, to wyzwolenie się spod jurysdykcji państwa i zupełna nieprzystawalność do rynku.

Nie zdziwiły mnie recepty autorów na uzdrowienie polskiej edukacji wyższej. Bardziej restrykcyjna matura (nie każdy musi ją zdać, a matematykę na poziomie maturalnym każdy abiturient powinien opanować i kropka), restrykcyjne podejście do studentów i przesiewanie kolejnych roczników czy też zmniejszenie liczby tych, którzy na studiach wyższych będą się kształcić.

Nie zdziwiło mnie odniesienie do Allana Blooma i "Umysłu zamkniętego", nawoływanie do powrotu do klasyki, logiki i filozofii.

Zdziwiło mnie, że autorzy artykułu uważają, że powrót do korzeni, rezygnacja z otwierania dziwacznych kierunków studiów i poświęcenia studenckiego czasu np. na studiowanie głównie obyczajów Kaszubów, a także większy rygor, eliminacja uczniów, którzy nie zdążyli przeczytać lektur i nie nauczyli się obowiązkowej algebry na maturę, jest receptą na uzdrowienie polskiej edukacji.

Chociaż zgadzam się, że warto wracać do korzeni, warto podnieść poziom edukacji i warto egzekwować od studentów, by uczyli się naprawdę, a nie przedstawiali na zaliczenie n-ty plagiat ściągnięty ze stron WWW, to jednak nie mogę się zgodzić na budowanie zamkniętych edukacyjnych ścieżek. Bo taką wizję koniecznej ich zdaniem przyszłości serwują Terlikowski i Zieliński. Restrykcyjna szkoła, restrykcyjny egzamin maturalny, ostra selekcja studentów, przesiewanie na kolejnych latach. Wszystko pięknie, tylko nie bardzo wiem, jak autorzy wyobrażają sobie zamknięcie obecnego systemu edukacyjnego na ludzi, którzy chcą się uczyć. Łatwo jest powiedzieć, że szkoły prywatne to tylko ratalne kupowanie papierka z napisem "mgr". Ale widziałem sytuację od środka i mogę powiedzieć o niej więcej niż panowie diagności z "Wprost".

Na prywatnych uczelniach przepracowałem kilkaset godzin jako wykładowca. Zapewne nie robiłbym tego, gdyby pensja uniwersytecka była zadowalająca, ale to wątek do zbyt długiego rozwinięcia. Widziałem studentów, którzy z trudem sklecali zdanie na określony temat, widziałem dziewczyny, które nie mogły notować, bo przeszkadzały im paznokcie, które "zrobiły" sobie wspólnie z koleżankami (w końcu studiowały "kosmetologię", chociaż faktycznie pedagogikę zdrowia...). Ale widziałem również mnóstwo ludzi w średnim wieku, którym prywatne uczelnie lub zaoczne studia uniwersyteckie otwierały oczy, były oknem na świat, uczyły nowego spojrzenia na rzeczywistość, pozwalały spotkać się z innymi, którzy obudzili się w wieku czterdziestu paru lat i chcieli nie tylko zdobyć dyplom, ale również poszerzyć swoje horyzonty.

Temat jest trudny i warto o nim rozmawiać. Ale stosowanie prostych, a może nawet prostackich rozwiązań (odwoływanie do klasycznego kształcenia nie oznacza jeszcze wspaniałości recepty), w rodzaju powrotu do konserwatywnej wizji dyscypliny, mundurka, wydawania lekcji i kształtowania charakteru systemem kar i nagród, przy jednoczesnym twardym selekcjonowaniu na wartościowych i bezwartościowych, w mojej opinii nie ma szans się sprawdzić.

Autorów artykułu zapytałbym chętnie: jaką alternatywę mają dla tych, którzy chcą się uczyć, ale którym życie nie pozwoliło na pójście tzw. "prawym torem" i jeszcze: dlaczego zamiast spróbować zmienić edukację na taką, która pozwoli uczyć się wszystkim chętnym, bo uniwersytet się zmienił i nie jest już elitarną kuźnią talentów, chcą pójśc na łatwiznę. Karnych, pilnych i rozgarniętych łatwiej jest uczyć, łatwiej też sterować masami tych, którzy odpadli, jeśli nie pozwala im się na wyjście poza kastę edukacyjnych przeciętniaków. Ale o tym autorzy chyba nie pomyśleli, a może raczej tak zachłysnęli się Bloomem, który w swojej książce wskazuje przykłady profesorów, wykładających podczas strajków studenckich do pustych sal, bo ich obowiązek to wykładać, albo studenckich kółek klasycznych, które zamiast strajkować studiowały wspólnie łacinę. Łatwo zachwycić się konserwatywną wizją edukacji . Im bardziej człowiek inteligentny i świadomy swojej wartości, tym zachłyśnięcie łatwiejsze.

Mnie jednak przekonuje znany mi osobiście casus osoby, która w pierwszej klasie liceum, po wezwaniu rodziców do szkoły przez nauczyciela fizyka, planującego na koniec roku wstawić ocenę niedostateczną, usłyszała: "nie wszyscy nadają się do tego, by uczyć się w liceum". Pewnie nie wszyscy, ale rzeczona osoba ukończyła filologię polską. I chociaż fizyki do dzisiaj nie zdecydowała się zgłębić, jakoś sobie w życiu radzi i na pewno jest większą wartością dla społeczeństwa, niż gdyby miała nie zdać fizyki i skończyć kurs szycia i na tym zakończyć formalną (i pewnie w dużej mierze nieformalną) edukację.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

2 Responses to ""Wprost" o szkolnictwie wyższym"

jah Says:

Gdy słyszę o Terlikowskim od razu mam skojarzenie ze średniowiecznym scholastykiem.

Anonimowy Says:

za to w polityce bardzo sensowny wywiad Bendyka