Szukaj na tym blogu

1 komentarze

Elektroniczny o(d)pór edukacyjny przeciwko ograniczaniu kreatywnych możliwości nowych mediów

wtorek, sierpnia 21, 2007

W ramach publikowania zaległych tekstów, które nie mogą doczekać się publikacji, przedstawiam referat, przygotowany na Ogólnopolską Konferencję Naukową "Kreatywność Oporu w Edukacji" zorganizowaną przez Pomorską Akademię Pedagogiczną w Słupsku. Konferencja odbyła się w dniach 14-15 maja 2006 roku w Ustce.

Elektroniczny o(d)pór edukacyjny przeciwko ograniczaniu kreatywnych możliwości nowych mediów

1. Upadek wielkiej nadziei

Internet jest medium nowym. Rozwija się od kilkudziesięciu lat, ale w świadomości polskiego użytkownika funkcjonuje dopiero od połowy lat '90 ubiegłego wieku. Początkowo ograniczony do militarno-akademickiego kręgu specjalistów, stopniowo uwalniał się z ograniczeń korzystania spowodowanych ochroną i testowaniem nowej technologii przez wojsko i uniwersytety oraz przez ograniczenia wynikające z dostępności sprzętu, który pozwalał na połączenie z siecią komputerową.

Sieć stawała się coraz bardziej dostępna. Jednym z ważniejszych momentów jej historii, który przesądził o rozpowszechnieniu internetu, było stworzenie przez T. B. Lee języka komputerowego html i World Wide Web, czyli Światowej Pajęczyny, która zrewolucjonizowała sposób wykorzystywania internetu. Od tej pory internet opiera się na hipertekście, co jest nawiązaniem do pomysłów takich myślicieli jak V. Bush, autor Memexu, T. Nelson, pomysłodawca Xanadu i D. Engelbart pracujący nad hipertekstem i graficznym interfejsem użytkownika. Dzięki WWW, każdy może stworzyć swój własny kanał komunikacyjny, oparty na nowym sposobie łączenia ze sobą treści, czyli na hipertekście. Od tej pory sieć fizyczna, łącząca ze sobą komputery z całego świata, jest wypełniona informacjami i siecią połączeń między nimi. Siecią plastyczną, kształtowaną przez użytkowników, zmieniającą się nieustannie.

Nowe możliwości dały ludziom nową nadzieję. Realizująca się wizja wolnego medium kształtowanego przez użytkowników, charakteryzującego się natychmiastowym dostępem do treści i możliwością odwołania do wszystkiego, co znajduje się w internecie, dawała wszystkim użytkownikom szansę korzystania z wiedzy i informacji, gromadzonych nieustannie w globalnej sieci. Internet zaczął jawić się jako wolne, niezależne medium, które pozwala nie tylko na odbiór, ale również na nadawanie i decydowanie o tym, jakie treści będą przez nas odbierane. Odpowiedzialność za odbiór i nadawanie spoczęła na barkach internetowego użytkownika.

Komputer podłączony do internetu pozwolił również na aktywne przekształcanie treści. Modyfikowanie i tworzenie z istniejących już tekstów, obrazów, dźwięków oraz rozpowszechnianie niezmienionych treści w milionach kopii, stało się impulsem do dyskusji nie tylko o autorstwie, ale również o prawie autorskim.

Początkowe zachłyśnięcie się internetową wolnością i dostępnością treści okazało się przedwczesne. Bardzo szybko okazało się, że komputery połączone internetem zagrażają tradycyjnej produkcji rozrywkowej, przez nielegalne kopiowanie muzyki i filmów, a do internetu wkroczyły tradycyjne koncerny medialne, które kazały sobie płacić za udostępniane treści. Możliwość zarabiania pieniędzy stała się także kusząca dla milionów zwykłych użytkowników. Rozpoczęła się również walka pomiędzy wielkimi właścicielami i producentami mediów, a użytkownikami, którzy w internecie widzieli możliwość uwolnienia kultury przez rezygnację, przynajmniej częściową, z restrykcyjnego prawa autorskiego, aby można było wspólnie i kreatywnie korzystać z zasobów informacyjnych, tak jak można korzystać ze słów naturalnego języka.

Okazało się, że wizja internetu, jako wielkiej biblioteki ludzkości, edukacyjnego medium dostępnego dla wszystkich, nie sprawdziła się. Stało się tak z kilku powodów- dostęp do internetu nie jest nieograniczony i jest płatny, im szybszego przepływu informacji oczekujemy, tym więcej musimy zapłacić, im lepszej jakości wiedzę chcemy znaleźć, tym więcej musimy zapłacić autorom, którzy pilnują swoich praw autorskich. Można zadać pytanie, czy internet w ogóle istnieje, czy może to tylko sieć złożona z różnych sieci, pozwalających użytkownikom na zupełnie różne korzystanie z internetu w zakresie dostępu do treści i możliwości ich wykorzystywania.

Ideą hipertekstu, na którym oparta jest dzisiejsza sieć informacyjna, było ułatwienie odnajdywania informacji i dostępu do nich. Chociaż realizacja tej idei jest możliwa, zderza się ona z silną opozycją ludzi, którzy na udostępnianiu informacji chcą zarobić lub traktują je jak prywatną własność. Czy jest jeszcze szansa na to, by dostęp do informacji nie był ograniczony i postawa komercyjno- autorska nie było dominująca w przestrzeni globalnej sieci informacyjnej?


2. Korzenie elektronicznej kultury edukacyjnego daru

2.1 Hakerska wspólnota współtworzenia wiedzy

Hakerzy narodzili się w ośrodkach naukowych, w których istniał dostęp do najnowszych technologii. Właściwie są dziećmi komputerów i sieci komputerowych, bez których nie mogliby funkcjonować, ponieważ sieć była środowiskiem, w którym mogli udostępniać efekty swojej pracy i korzystać z pracy innych oraz komunikować się między sobą. Najważniejsza dla hakerów była możliwość dostępu do kodu programów, które tworzyli i możliwość ich modyfikacji, a następnie dzielenia się efektami swojej pracy z innymi członkami wspólnoty.

Dla R. Stallmana zamknięcie kodów wielu programów pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych było zamachem na jedną z hakerskich wolności- prawo wglądu do kodu i prawo modyfikacji go, a następnie rozpowszechniania efektów swoich prac. Również próby ograniczania dostępu do kodu przez inne firmy oraz rezygnacja sporej części hakerów z dzielenia się wiedzą, ponieważ rozpoczęli pracę w firmach, które nie życzyły sobie udostępniania kodu spowodowało, że Stallman postanowił założyć Fundację Wolnego Oprogramowania. Podjął się pracy nad stworzeniem nowego, wolnego systemu operacyjnego.

Stallman chciał uchronić efekty prac od ewentualnego przejęcia ich przez firmy, które mogłyby zmodyfikować stworzone przez niego oprogramowanie, gdyby zdecydował się na wypuszczenie ich do domeny publicznej, a następnie wypuścić na rynek z zastrzeżeniem kodu, o wolność którego tak mocno Stallman walczył. Dlatego zdecydował się na podjęcie prac wspólnie z prawnikami nad opracowaniem licencji, która zezwalałaby użytkownikom na wgląd do kodu i jego modyfikację, ale chroniłaby przed ewentualnością zamknięcia kodu. W ten sposób powstała licencja GNU GPL- Powszechna Licencja Publiczna, która opierała się na czterech prawach opracowanych przez Stallmana :

użytkownicy powinni mieć możliwość uruchamiania programu w jakimkolwiek celu

użytkownicy powinni mieć możliwość studiowania oprogramowania i swobodnego modyfikowania i ulepszania go, aby spełniło lepiej ich wymagania

użytkownicy powinni mieć możliwość rozpowszechniania kopii oprogramowania wszystkim ludziom, dla których oprogramowanie będzie użyteczne

użytkownicy powinni mieć możliwość wolnego rozpowszechniania swoich usprawnień szerszej publiczności.1


2.2 Od wolnego oprogramowania do wolnej kultury

Gdy tylko przed standardowymi użytkownikami pojawiły się możliwości aktywnego korzystania z nowych mediów i wykorzystywania ich w różnych dziedzinach kultury, idea, jaka przyświecała autorom wolnych programów, została przeniesiona na inne sfery wytworów kultury i licencje wzorowane na GPL zaczęły się rozprzestrzeniać po świecie. Sami hakerzy z otoczenia Stallmana byli tym zainteresowani i stworzyli Licencję GNU Wolnej Dokumentacji. Miała to być licencja, obejmująca podręczniki rozpowszechniane wraz z wolnym oprogramowaniem, tak, by użytkownicy mogli je ulepszać i by podręczniki, niezbędne niejednokrotnie do zapoznania się z obsługą programu były równie wolne co samo oprogramowanie. W samej licencji jest jednak mowa o możliwości wykorzystania jej do innych tekstów niż podręczniki i nie tylko drukowanych, a to zdecydowanie otworzyło tej i podobnym licencjom drogę do innych wytworów kultury niż oprogramowanie i zaowocowało ogromną liczbą różnych otwartych licencji. Jak podaje D. M. Berry, pojawiły się grupy ludzi, które wytwarzają pojęcia, idee, sztukę poza obecnym reżimem własności.2 Berry utożsamia działalność tych grup z globalnym ruchem, który nie godzi się na ograniczanie zarówno prawne, jak i technologiczne wolności używania i reinterpretacji dzieła i wskazuje na aktywność tych grup w różnych obszarach, takich jak muzyka, sztuka czy wzornictwo.3 Działalność poza wspomnianym reżimem jest możliwa właśnie dzięki alternatywnym licencjom, które wbrew pozorom nie zrywają z tradycyjnym prawem autorskim, ale są pewnego rodzaju nakładką, nadbudową, umożliwiającą ochronę praw autorskich przed zakusami jednostek lub firm i organizacji, które chciałyby sobie te dobra kultury przywłaszczyć, aby czerpać z nich zyski.

Pojawia się wyraźna rozbieżność interesów pomiędzy korporacjami, które chcą posiadać prawa autorskie i korzystać z nich jak najdłużej, gromadząc dzięki temu zyski, a inicjatywą oddolną ludzi niegodzących się na ograniczanie dostępu do dóbr kultury, tak jak nieograniczony jest dostęp do słów języka naturalnego.4 Ruch Wolnego Oprogramowania, który wyrósł na bazie hakerskich wartości, można potraktować jako prekursora pewnego rodzaju przewrotu, buntu. Nic w tym dziwnego, że w epoce informatycznej, w której nowe technologie mają kluczowe znaczenie, to właśnie teksty informatyczne- jak pisze Edwin Bendyk- przejęły rolę tekstów rewolucyjnych5. Ciekawy jest również fakt, że wodzami tej rewolucji są najwspanialsze osobistości programistycznego świata, które mogły przecież świadomie skupić się jedynie na zysku, a nie na walce o wolność słowa i kodu.

Walka nie jest jeszcze skończona i pomysły korporacji wciąż mają na celu, jeśli nie walkę z nowymi sposobami licencjonowania własności intelektualnej, to przynajmniej wydłużanie w nieskończoność praw autorskich do posiadanych przez nie zasobów, aby nigdy nie trafiły do obiegu. Gdyby tak się stało, korporacje pozbawiłyby się zysków, a dzisiejszy świat rentierów, jak twierdzi Berry, uległby likwidacji i korporacje straciłyby ogromne wpływy. Na rzadkich i trudno dostępnych dobrach najłatwiej przecież zarobić. Aby można było tworzyć nową wiedzę, musi istnieć możliwość swobodnej wymiany idei. Jeśli tej wymiany nie będzie, grozi nam kulturowa stagnacja ponieważ brak sfery publicznej, w której różne wytwory kultury byłyby dostępne, oznaczałby koniec wolności.6


3. Elektroniczny ruch o(d)poru edukacyjnego

Czy dostęp do wolnych informacji jest możliwy? Nie oszukujmy się, niemożliwe jest „wyrwanie” posiadanej już przez korporacje wiedzy, ani nakłonienie ich do rezygnacji z restrykcyjnego prawa autorskiego. Ale możliwe są alternatywy, które pozwalają na dzielenie się wbrew głównym korporacyjnym trendom, funkcjonujące w tej samej sieci internetowej i pozwalające na wiele więcej. Już dziś możliwe jest korzystanie z wolnych informacji i rezygnacja z treści zamkniętych, ponieważ coraz więcej ludzi rozumie potrzebę dzielenia się z innymi owocami swojej pracy. I nie jest to tylko altruistyczne działanie. Dzielenie się wiedzą przynosi korzyść zarówno obdarowanym, jak i obdarowującym, dając nadzieję na rewanż obdarowanych i korzyść w postaci ulepszenia podarowanego innym wytworu. Można określić tę działalność jako kulturę edukacyjnego daru. Ale jeśli informacja ma być wolna albo częściowo uwolniona z obszaru restrykcyjnego prawa autorskiego, nie może się jedynie opierać na wolnych licencjach. Istotne jest, aby systemy rozpowszechniania treści, programy, które umożliwiają publikację również były wolne. A do tego niezbędne jest, aby były to programy publikowane również na wolnych licencjach. Zatem skuteczny o(d)pór przeciwko ograniczaniu kreatywności nowych mediów polegałby na oparciu treści na wolnych licencjach publikowania i ich rozpowszechnianiu przy użyciu wolnych programów. Byłaby to alternatywa, która sprzeciwiałaby się korporacyjnym zamiarom zawładnięcia wiedzą i zmuszeniu nas do opłat za dostęp do niej, ale również uwalniałaby nas od konieczności zakupu oprogramowania od korporacji i uderzałaby w nie ze zdwojoną siłą.


3.1 O(d)pór- przeciwko czemu?

Uważam, że możliwe jest określenie i opisanie grupy ludzi, których łączą pewne wspólne wartości, skupionych wokół internetu, przekonanych o jego wolnościowej naturze, biorących aktywny udział w procesie jego kształtowania wbrew trendom do ograniczania możliwości tego medium. Możliwe jest również wskazanie wartości, na których opiera się opisywany bunt. Obszar, przeciwko któremu buntuje się tzw. elektroniczny o(d)pór edukacyjny charakteryzują następujące cechy:7

- Próba zamknięcia przepływu idei poprzez wydłużanie okresu obowiązywania prawa autorskiego, a zatem zablokowanie poszerzania zasobów domeny publicznej.

- Próba komercjalizacji internetu i wszelkich treści w nim dostępnych.

- Próba ustanowienia zamkniętego oprogramowania standardem dla komputerów podłączonych do internetowej sieci, a przez to pacyfikacja zwolenników wolnego oprogramowania i pośrednio zwolenników wolności słowa i wolnej kultury.

- Próba narzucenia konsumpcyjnego stylu życia i zabicie idei współpracy i dzielenia się wiedzą na rzecz jednostki, która posłusznie będzie płacić za podsuwane jej coraz to nowe wytwory, które można skonsumować.

- Ograniczenie aktywności obywatelskiej członków społeczeństwa i skierowanie ich zainteresowania na indywidualne pseudo-potrzeby

Przeciwko opisanej powyżej rzeczywistości buntuje się ogromna rzesza ludzi powiązanych ze sobą luźno, przeważnie przez znajomości z sieci internetowej. Przedstawiona charakterystyka kontestowanego obszaru może się pozornie wydawać niewłaściwa i niezwiązana z kreatywnymi możliwościami nowych mediów. Jednak możliwość kreatywnego użytkowania mediów jest ściśle uzależnione od dostępu do informacji (stąd postulat bezpłatności treści), możliwości ich przetwarzania (stąd postulat rezygnacji z prawa autorskiego lub modyfikacji tego prawa), a także aktywności obywateli, którzy chcą wymieniać się swoimi wytworami oraz uczestniczyć w życiu społecznym za pośrednictwem sieci informacyjnej i reagować na przypadki ograniczania i dławienia ich wolności. Ruch ten wpisuje się we współczesną krytykę alterglobalizacyjną, a właściwie stanowi jej internetowe ramię. Trzeba zaznaczyć, że nie wszyscy zbuntowani internauci przeciwstawiają się wszelkim przedstawionym powyżej obszarom. Niektórzy skupiają się na wolności oprogramowania, inni na wolności przepływu idei niezwiązanych z kodem programistycznym, jeszcze inni na wolnym dostępie do materiałów edukacyjnych, albo na tworzeniu ogólnodostępnych przestrzeni edukacyjnych w internecie lub krytyce globalizacji i neoliberalizmu albo promowaniu aktywności obywatelskiej i politycznej. Nie wynika to absolutnie z ograniczonej wiedzy, ale z osobistych przekonań użytkowników sieci, a także ze świadomości, że sieciowa współpraca pozwala na skupianie się na konkretnym wycinku rzeczywistości w ramach szerszego, globalnego ruchu krytyki współczesnego świata. W ten sposób powstaje sieć rezystencji, oparta na różnorodnych węzłach, połączonych ze sobą płynnie w różnorodnych konfiguracjach. Taka wielość tematyczna węzłów, które wzajemnie do siebie odwołują i niejednokrotnie same nie mają jednorodnego charakteru tematycznego, stanowi siłę owej sieci, która jest w stanie reagować z podobną mocą zarówno na ograniczenia w zakresie dostępu do informacji, ich przetwarzania i ograniczania aktywności obywatelskiej i innych. Tak skonstruowana pajęczyna połączeń, stworzona z lekkich nici powiązań internetowych, pozornie łatwych do przerwania, okazuje się trwałym materiałem i środkiem komunikacji umożliwiającym mobilizację ogromnej ludzkiej energii, rozproszonej po całym świecie, która nie mogłaby się w takiej mocy zebrać, opierając na innych środkach komunikacji.

Zatem opisywany bunt opiera się na oporze i emancypacji, jest buntem przeciw standardom elit, którym zależy na zachowaniu status quo i osiągnięcie celu m.in. przez edukację (rozumianą tutaj m.in. jako przekaz określonych pakietów informacyjnych i ograniczenie dostępu do innych), która wg Melosika i Szkudlarka ma dyscyplinować masy po to, by godziły się z obecną rzeczywistością.8 Elektroniczny o(d)pór edukacyjny jest zatem rodzajem “kontrpedagogiki”- pedagogiki dla zmiany, która nie odrzuca wychowania w ogóle, ale odrzuca sposoby, które pozwalają na wpajanie jednego określonego światopoglądu- rozumianego zarówno jako jeden spójny światopogląd, ale również jako pozornie wielobarwny światopogląd współczesnego konsumenta- poprzez dozowanie specyficznie dobranych informacji i ograniczanie dostępu do niektórych treści w innych obszarach tematycznych. Oczywiście takie określenie edukacji nawiązuje w pewnym stopniu do antypedagogicznych założeń, ale być może jedynie z racji zawłaszczenia terminu. Przedrostek “kontr”, co prawda równoważny “anty” nie kojarzy mi się z zupełnym odrzuceniem, ale z przeciwnym systemem wartości, który co prawda prezentuje również antypedagogika, ale do której nie odwołuję się bezpośrednio. Odwołań można by również szukać w pedagogice emancypacyjnej, ale w tym przypadku transformatywnym intelektualistą mógłby być każdy, kto publikuje w internecie, przetwarza istniejące tam zasoby i wymienia się wiedzą, a nie tylko nauczyciel nastawiony na działalność w klasie i szkole. Przypominałoby to bardziej działalność misyjną wśród nieznanych, obcych ludzi, których nakłania się do przejścia na własną wiarę, ale bez przymusu wysłuchania. Przedrostek “kontr” sugerowałby nie tylko opieranie się atakom ze strony przeciwników, ale zdolność do samoorganizacji, samookreślenia w opozycji do wroga. Nie tylko przez stawianie oporu, który ma prowadzić do jak najdłuższego zachowania własnej tożsamości i swojego terytorium, ale również do ataków odpierających, do wprowadzania rzeczywistych zmian, określanych przez Joannę Rutkowiak jako odpór edukacyjny9. Przedstawienie słowa “o(d)pór” w tytule tekstu, z zastosowaniem nawiasu, sugeruje dwojakość tego terminu w opisanym kontekście. Należy rozumieć ten termin dwuznacznie, w związku z brakiem jednolitości opisywanego buntu, jego wieloaspektowości i wielotematyczności. Jednocześnie w obrębie tego samego ruchu zachodzą działania polegające na stawianiu oporu, co sugerowałoby działania obronne, ale w tym samym czasie na innych polach podejmowana jest walka ofensywna, poprzez uwalnianie kolejnych treści, pozyskiwanie wsparcia instytucji. I chociaż niektóre z węzłów tematycznych bądź instytucjonalnych tej walki mogą upadać, sieciowy sposób rozprzestrzeniania idei może powodować powstawanie innych, jeszcze bardziej aktywnych. Przykładem może być działalność Creative Commons, której licencje prawne rozpowszechniły się przez sieć połączonych ze sobą weblogów.

Przyjmując, że opisywany o(d)pór jest internetową częścią globalnego ruchu, który nie zgadza się z zastaną rzeczywistością, można posłużyć się słowami Naomi Klein: “Antykorporacyjni aktywiści mogą więc zarzucić własną pajęczą sieć, by za jej pomocą wychwytywać i wymieniać informacje na temat warunków pracy, wycieków chemicznych, okrucieństwa wobec zwierząt i nieetycznych praktyk marketingowych na całym świecie. Z czasem nabrałam przekonania, iż właśnie dzięki tej globalnej sieci połączeń zdołamy w końcu znaleźć możliwe do przyjęcia rozwiązania dla naszej sprzedanej planety”.10 Dzięki tej sieci można się również uczyć. Uczenie się w ten sposób to nie tylko przetwarzanie informacji i wbudowywanie we własne struktury wiedzy, to również uczenie się pewnego sposobu postępowania- współpracy z innymi ludźmi i dzielenia się tym, co posiadam.


3.2 Przykłady inicjatyw na rzecz wolności wiedzy i kreatywności

Wikipedia

“Wyobraź sobie świat, w którym każda osoba na naszej planecie ma dostęp do sumy ludzkiej wiedzy. Do tego właśnie dążymy”. To hasło Fundacji Wikimedia, która sprawuje opiekę m.in. nad Wikipedią- Wolną Encyklopedią, ale również nad innymi projektami opartymi na podobnej zasadzie. Być może hasło to brzmi utopijnie, zwłaszcza w kontekście kolejnego grodzenia dóbr wspólnych, co obecnie zachodzi w internecie. Fundacja jednak działa, a Wikipedia jest najlepszym przykładem rozwoju wolnej kultury, czyli takiej, jak mówi Lessig, w której treści są dostępne i które możemy wykorzystywać na różne sposoby. Wikipedia nie tylko jest darmowa, co już jest bardzo istotne, ale jest również wolna, tzn. opublikowano jej treść na zasadach licencji GNU FDL. Było to niezbędne, ponieważ inaczej prawo autorskie skutecznie zablokowałoby tę inicjatywę. GNU FDL pozwala wszystkim na modyfikację treści, pod warunkiem, że utwór pochodny będzie opublikowany na tej samej licencji. Wikimedia nie tylko wspiera wolną kulturę opierając się na licencji GNU FDL, ale również oprogramowanie do prowadzenia encyklopedii jest oparte na licencji GNU GPL. A na wszystkich komputerach zainstalowane jest wyłącznie wolne oprogramowanie. Można więc powiedzieć, że jest to jeden z flagowych okrętów GNU, projektu stworzonego z myślą o oprogramowaniu, który rozlał się na inne obszary kultury.

Open Course Ware

To zbiór akademickich kursów jednej z najlepszych uczelni technicznych świata- Massachusets Institute of Technology. Zgromadzono tutaj już około tysiąca kursów, do których dołączone są syllabusy, opisy wymagań stawianych studentom, lista niezbędnej literatury, hiperłącza do sieciowych zasobów o danej tematyce, które poleca autor kursu, a także przykłady prac studenckich wykonanych na zajęciach. Niektóre kursy są wzbogacone o materiały wideo i audio. Najciekawsza jest możliwość darmowego wykorzystania kursów w każdym zakątku świata podczas zajęć, a także modyfikacja ich dla potrzeb własnych lub prowadzonego kursu.

Creative Commons

To amerykańska organizacja, która sprzeciwia się prawu autorskiemu pod hasłem “wszelkie prawa zastrzeżone” i stara się o bardziej elastyczne jego traktowanie. Udostępnienie praw odbiorcy zależy od autora utworu, który ma możliwość wyboru licencji publikowania treści, zezwalającej użytkownikom na więcej niż prawo autorskie. Licencje są mniej lub bardziej restrykcyjne i określić je można mianem “pewne prawa zastrzeżone”, co jest pewnym kompromisem pomiędzy restrykcyjnym prawem autorskim, które domyślnie odmawia odbiorcom praw do swobodnego wykorzystania utworu a domeną publiczną, gdzie utwory domyślnie są traktowane jako publiczna własność.

Open Access

To określenie czasopism naukowych, recenzowanych i redagowanych, które są dostępne w internecie za darmo zarówno dla zwykłych użytkowników, jak i dla instytucji. Użytkownicy mają prawo ściągać artykuły z internetu, kopiować, rozpowszechniać, drukować artykuły bez żadnych opłat. To doskonała alternatywa dla płatnych i zamkniętych czasopism subskrybowanych przez uniwersytety.

GNU/ Linux

Jest to komputerowy system operacyjny tworzony przez wolontariuszy z całego świata, a także przez firmy komercyjne na zasadzie Open Source. Zgodnie z zasadami licencji GNU GPL może być sprzedawany, ale jego kod źródłowy musi pozostać dostępny, a także już po zakupie może być przekształcany i instalowany na dowolnej liczbie maszyn, bez ograniczeń. Większość dystrybucji tego systemu jest za darmo dostępnych w internecie, istnieją również tysiące programów komputerowych opublikowanych na tej samej zasadzie, które można wykorzystać na tej platformie systemowej.

Wolne podręczniki

To polska inicjatywa mająca na celu zbiorowe stworzenie podręczników przez nauczycieli, przy wsparciu technologii wiki i opublikowanie ich na licencji GNU FDL. Książki nie tylko będą wolne, ale udostępnione za darmo w internecie, a wersje drukowane będą tańsze od pozostałych podręczników.


4. Podsumowanie

Niektóre sieciowe miejsca są zamykane, zarówno komercyjnie, jak i ze względu na traktowanie wiedzy i informacji jako prywatnej własności. Sama natura sieci internetowej udowadnia, że informacje nie należą do nikogo i że można je dowolnie przekształcać i tak naprawdę są to tylko znaki różnych sztucznych języków, a język nie jest przecież niczyją własnością i nikt nie może mieć monopolu na jego wykorzystanie. Zarazem internet wciąż nie zezwala na wykorzystanie pełni nowych możliwości przekształcania i remiksu, które tak naprawdę są tylko nawiązaniem do oralnej epoki przekazywania treści, kiedy monopol na przekazywane informacje był niemożliwy, a i samo pojęcie autora nie istniało- wiedza funkcjonowała jako wspólna własność.

Chociaż niemożliwe jest dzisiaj uwolnienie wszystkich informacji, internet, dzięki swojej strukturze, pozwala na tworzenie alternatywnych sieci komunikacyjnych . Sieci powiązań pomiędzy zwolennikami wspólnych poglądów, idei, osób, które chcą uwolnienia informacji i edukacyjnej współpracy. Powstaje alternatywna sieć wymiany edukacyjnej. To forma sprzeciwu wobec dominujących tendencji w światowej polityce, ekonomii i edukacji, które chcą zdusić aktualną rzeczywistą możliwość współdzielenia i współtworzenia wiedzy na skalę globalną i poddać ją kontroli i możliwości ograniczenia do wybranych użytkowników, którzy gorliwie realizują założenia turbokapitalistycznych i neoliberalnych ideałów. Alternatywne sieci stają się miejscem o(d)poru i przykładem współpracy, której owoce są widoczne i namacalne, jako wolne źródła informacji, system operacyjny GNU/ Linux i tysiące innych programów komputerowych, a także wzrost aktywności obywatelskiej społeczeństwa. To alternatywa dla „wyścigu szczurów” i edukacji, która zaczyna opierać się na prześciganiu i eliminacji przeciwników nie tylko przez bycie lepszym, ponieważ sama idea współzawodnictwa nie jest zła, ale przez działanie na szkodę rywali i oparcie edukacji na gromadzeniu dokumentów, które mają poświadczać wiedzę i umiejętności. Dzisiejsza szkoła, chociaż podnosi ideały uczenia się przez całe życie, tak naprawdę realizuje ideał uczenia się od-do, uczenia się wycinkowego, ukończenia kolejnego roku szkolnego, kursu i szkolenia. Daje to pozór osiągnięcia kolejnego stopnia wtajemniczenia w wiedzę, sugerując możliwość pełnego opanowania danej dziedziny. To paradoksalne, ponieważ przyczynianie się do fragmentarycznego uczenie można by zarzucić przecież internetowemu hipertekstowi, który składa się głównie z krótkich informacji, jakie trzeba dopiero złożyć w jedną całość. We współczesnej szkole zapomina się prawie zupełnie o uczeniu się jak się uczyć. Jest to o tyle dziwne, że dzieje się w świecie, w którym technologie pozwalają na nieustanne kształcenie. Pomija się zupełnie czynnik, jakim są zainteresowania i wspólne dążenie do wiedzy i realizacji różnych projektów.


Wszystko to dzieje się w świecie, który pozornie stawia na współpracę, umiejętność pracy w grupie, dzielenia się wiedzą i budowanie “społeczeństwa wiedzy”, które jakoś nie może się ziścić, a o którym jeden ze znanych profesorów podczas pewnego panelu dyskusyjnego powiedział: “Knowledge Society? What the f**k is knowledge society?” Obawiam się, że ma to być społeczeństwo wiedzy dla wybranych, którzy chcą ograniczyć przepływ wiedzy i informacji, aby w ten sposób spacyfikować biednych i tych, którym marzy się zmiana obecnie panujących stosunków społecznych. Jednak, jak mówi Y. B. Mangunwijaya, zacytowany na wstępie “No Logo” przez N. Klein, ogień, choć go jeszcze nie widać, już huczy pod powierzchnią. A właściwie są to miliony ogników, które razem tworzą jasne światło, zielone światło dla rozwoju i współpracy, którego nie sposób zgasić. Jest ono oparte na sieciowej strukturze, zdolne zabłysnąć w każdym miejscu i w każdej chwili, a jego podziemność, opór przed zagaszeniem, nie jest bynajmniej negatywną cechą, ale chwilową formą funkcjonowania, występującą naprzemiennie i niejednokrotnie jednocześnie z okresami czynnej, opartej na odporze edukacyjnym działalności. To alternatywna wspólnota, sprzyjającą zmianie jakości uczenia się, a pośrednio- zmianie jakości życia ludzi.


1Liang, L. (2004). A guide to open content licenses. Rotterdam: Piet Zwart Institute.

2Berry, D. M. (2005). Rzecz wspólna- idea. Lampa. Literatura, muzyka, sztuka, 2 (11).

3Berry, 2005.

4Berry, 2005.

5Bendyk, E. (2004). Antymatrix. Człowiek w labiryncie sieci. Warszawa: Wydawnictwo W.A.B.

6Berry, 2005.

7Tych samych cech używam do opisu alternatywy edukacyjnej opartej na internetowym hipertekście. Użycie ich w tym miejscu jest uzasadnione, ponieważ opisywany przeze mnie ruch nie tylko skupia się na oporze czy też odporze edukacyjnym przeciwko wyszczególnionym kwestiom, ale również kształtuje i oferuje alternatywne możliwości edukacyjne.

8Melosik, Z., Szkudlarek, T. (1998). Kultura-tożsamość-edukacja. Migotanie znaczeń. Kraków: Impuls.

9 Rutkowiak, J. (2005). Neoliberalizm jako kulturowy kontekst kształtowania się tożsamości współczesnego nauczyciela (ku problematyce oporu i odporu edukacyjnego). Gdańsk: maszynopis.

10 Klein, N. (2004). No logo. Świat literacki.



Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

1 Responses:

Krzysztof Says:

Małe słówko do twego podsumowania. W dyskusji jako prowadzi ruch Open Source z komercyjnymi firmami produkującymi software nie chodzi o języki programowania, a o za pomocą tych języków stworzone oprogramowanie.

Argumenty obu stron są przekonywujące. Z jednej strony dlaczego firma która ponosi duże koszty miałaby udostępniać swój software innym za darmo. Głównym celem każdej firmy jest zysk.

A z drugiej strony specyfika software stwarza duże zagrożenie kontroli całych zakresów gospodarczych i dalszej kolejności wolnego dostępu do informacji przez kilka wielkich firm software-owych.