Szukaj na tym blogu

1 komentarze

Oskarżam polski rząd!

niedziela, lutego 08, 2009

O śmierci pisać trudno. Jest nieuchronna, ale kiedy się pojawia, umiem jedynie się wściekać, że jednak nadeszła. W mediach od wczoraj słucham i oglądam głównie na temat śmierci polskiego obywatela w Afganistanie (a może w Pakistanie, bo się zupełnie zgubiłem).

O śmierci pisać trudno. Jest nieuchronna, ale kiedy się pojawia, umiem jedynie się wściekać, że jednak nadeszła. W mediach od wczoraj słucham i oglądam głównie na temat śmierci polskiego obywatela w Afganistanie (a może w Pakistanie, bo się zupełnie zgubiłem).

Zawsze mi żal tych, którzy odchodzą. Najbardziej odchodzących nie ze starości i jeszcze długo świadomych, że ich czas się kończy i że śmierć nie będzie lekka i nie nadejdzie we śnie. Cóż, nie zawsze można jednak cokolwiek poradzić. Problem, a może wzrost wściekłości, przynajmniej z mojej strony, pojawia się wtedy, kiedy "coś" można było zrobić, a nie widać, by cokolwiek zrobić próbowano.

Jestem zwolennikiem istnienia państwa, chociaż w duszy gra anarchistyczna muzyka, która jednak może jedynie brzmieć w tle, bo gdyby zmieniła się w pierwsze skrzypce, wygrywano by melodie najsilniejszych z największymi zasobami broni. Nie wierzę zatem w bezpaństwową rzeczywistość, chociaż powoli cieszę się z powstawania meta państw, jak Unia Europejska. Ale moja wiara w państwo, która raczej jest racjonalnym uznaniem tego, co lepiej by istniało, bo można mu patrzeć na ręce, w przeciwieństwie do wielu alternatyw, słabnie, kiedy okazuje się, że państwo nie potrafi ochronić swoich twórców, własnych obywateli.

Czy można kogokolwiek osądzać o śmierć Polaka, zabitego przez Talibów? Oczywiście, że można. Ja winię za ten śmierć polski rząd. Za nieudolność działania, za nieumiejętność doprowadzenia do uwolnienia, czy to za pomocą środków finansowych, czy też wojskowych. Kiedy czytam o izraelskiej "operacji piorun", wiem, że można. I nie trzeba wielkiego powierzchniowo ani ludnościowo kraju, by ten starał się o bezpieczeństwo swoich ludzi.

Sprawa wykupu lub odbicia to jedno. Utrzymywanie polskich wojsk poza granicami kraju, to drugie. Udawanie, że jesteśmy ważnym międzynarodowym graczem, istotnym militarnie ogniwem, to totalna mrzonka. U siebie obcinamy wydatki rządowe, kiedy inni je zwiększają, "idziemy pod prąd", jak piszą niemieckie gazety, jednocześnie pieprząc brednie o konieczności utrzymywania zagranicznych misji. Nie chodzi już o ich cenę w dolarach czy euro. To zapewne można by jeszcze znieść. Chodzi o cenę, jaką płacą polscy obywatele, jak zamordowany przez talibańskich partyzantów, geolog.

Moim zdaniem pan Sikorski razem z panem Tuskiem, powinni się podać do dymisji. Nie potrafili skutecznie zadbać o obywatela, który w dobrej wierze wyjechał za granicę. I nawet jeśli ich starania nie mogły doprowadzić od początku do pozytywnego skutku, chociaż jak słucham, że nasz negocjator nie pojawił się w Pakistanie przez pierwsze 48 godzin..., to ponoszą odpowiedzialność za to, że państwo polskie wspiera nie swoje wojny, nie we własnym interesie, jako wasal Stanów Zjednoczonych poświęcając własnych obywateli w imię wątpliwej sprawy.

Wojna afgańska prowadzona pod pretekstem ukrywania Bin Ladena, od początku była wojną zastępczą. Amerykański rząd musiał pokazać swoim obywatelom po traumie dwóch wież, że działa i że potrafi zniszczyć zagrożenie. My wysłaliśmy żołnierzy niczym podległe państewko. Nie inaczej niż pod radzieckim butem do Czechosłowacji. Bez znaczenia jest dla mnie, za jakiego rządu polscy obywatele będą ginąć. Jeśli będzie się to działo z powodu wojny, z powodu nie wycofania naszych wojsk z terenów cudzych sporów, każdy urzędujący rząd, który nie wycofa wojsk, będzie dla mnie cudzym rządem. Rządem z nadania obcego państwa, a co za tym idzie, będę się czuł jak w podbitym kraju, który walczy za kogoś, zamiast powalczyć o swoich ludzi, o swoje podwórko.

Bo o ile łatwiej byłoby, gdybyśmy nie stawali po żadnej stronie, potrafili współpracować z każdym zainteresowanym, realizując własne interesy. Wymachiwanie szabelką, może i ładne, może i chwilowo wystrasza wrogów, ale z historii wiem, że możemy sobie pomachać, bo prawie zawsze inny zadecydują za nas, albo my nadgorliwie zaproponujemy rozwiązania, które inni chcieliby nam narzucić.

Zatem panie Tusk, Sikorski, ale i Kaczyński i ich umiłowane otoczenia, oskarżam was o śmierć człowieka. Nie mogę się zgodzić na dywagacje jakiegoś bubka w TVN24, że z terrorystami się nie negocjuje, bo poddając się woli terrorystów bylibyśmy niczym Hiszpania. Cóż, dla mnie Hiszpania jest niedoścignionym wzorem. Kraj, który w obronie swoich obywateli wycofał wojska z nieswojej wojny, co prawda po krwawych doświadczeniach, to kraj rozsądny.

Jak widać, naszym politykom trzeba zamachu w warszawskim metrze, żeby rządzący zaczęli myśleć rozsądnie. O konkretnych ludziach, może o swoich dzieciach, żonach czy mężach, którzy w zamachu mogliby stracić życie. Może wówczas przestaliby opowiadać bzdury o politycznej konieczności, światowych zobowiązaniach i niemożności negocjacji w imię wyższej, tyle że już nieludzkiej w moich oczach, racji.

Oby Pańska śmierć nie poszła na marne, Panie Geologu... [i]

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.

1 Responses:

anabela Says:

Podzielam Twoje zdanie w kwestii nieudolności naszego kraju w odbiciu Polaka-więźnia. Tłumaczenia typu "mielismy związane ręcę", "robiliśmy wszystko co w naszej mocy" brzmią bardzo komicznie w ustach najwyższych władz państwowych. Jeśli oni nie mogli w tej sprawie nic zrobić, to kto może, pytam się?Stało się, zginął niewinny człowiek.Żal.
Przypomniał mi się fragment wywiadu sprzed dwóch lat, z polskim dowódcą kontyngentu lecącego do Afganistanu. Pytanie dziennikarza brzmiało mniej więcej tak: Czy w Afganistanie jest niebezpiecznie? Odpowiedź dowódcy brzmiała mniej więcej tak: Panie redaktorze, tam gdzie jest bezpiecznie, nie wysyła się wojska. Żołnierze muszą byc gotowi na śmierć.
Niestety, biorąc pod uwagę nieudolność Polski w mediacjach międzynarodowych, wynika z tego, iż już nie tylko żołnierz musi być zawsze przygotowany na śmierć.