Szukaj na tym blogu

12

jestem aktywistą- (Czerski) skuj mi mordę

poniedziałek, czerwca 25, 2007

Po przeczytaniu ostatniego wpisu w HIPERbLOGu, Piotrowi Czerskiemu opadły ręce (mam nadzieję, że się przy tym w żaden sposób nie uszkodził i że tylko o ręce chodzi). Otóż Piotr nie mógł wytrzymać, że za pisanie "głębokich" refleksji na prywatnym blogu, m.in. na temat solidarności ze strajkującymi pielęgniarkami, jestem opłacany z publicznych pieniędzy. Mówiąc jaśniej- dlaczego pieniądze Piotra przyczyniają się do powstawania bzdur i powiększania internetowego śmietnika?

Ano dlatego, że... uwaga... po pierwsze mój blog jest blogiem prywatnym. Sama informacja o miejscu pracy, którą można znaleźć na blogu, nie oznacza, że piszę pod skrzydłami instytucji. A nawet gdyby tak było, to uczelnia zapewnia mi wolność badań i rozwoju i gdybym chciał zajmować się protestami pielęgniarek i lekarzy i jednocześnie zajmować osobiste stanowisko na ten temat, nawet radykalne politycznie, to mi to wolno. Oczywiście ostatni wpis nie był naukowym tekstem i to chyba jest dla Ciebie Piotrze jasne, ale gdybyś tego jednak nie dostrzegał, to przypomnę Ci jako studentowi (czy już absolwentowi?) filozofii, że badania społeczne nie są tym samym co przyrodnicze.

Po drugie- pieniądze Piotra jednak nie przyczyniają się do pisania bzdur. Nie tylko dlatego, że moja umowa o pracę nie zawiera informacji o prowadzeniu prywatnej strony internetowej, ale również dlatego, że nikt mnie z uczelni o to nie prosił i nie przedstawiam tam wyników badań naukowych przeprowadzonych w Uniwersytecie Gdańskim czy też za uniwersyteckie pieniądze. Co więcej, życie zmusiło mnie do pracowania od czasu do czasu również poza uniwersytetem, zatem trudno byłoby Ci Piotrze wykazać, ile HIPERbLOGa powstaje za Twoje pieniądze. Gdybyśmy jednak chcieli w przybliżeniu to zrobić i dla uproszczenia uznalibyśmy jednak, że blog powstaje za publiczne pieniądze, to za Twoje podatki, co prawda wysokie, powstawałby chyba tylko drobniutki ułamek moich tekstów? A może się mylę? Z tego jednak, że Piotr chciałby mieć zupełną kontrolę nad moimi wypowiedziami, czy to na blogu czy w czasopiśmie naukowym, powstającymi za publiczne pieniądze, wynika pewne niebezpieczeństwo. Gdyby wszyscy myśleli podobnie jak Piotr, musielibyśmy często robić referendum i decydować, czy tekst pana X na temat czegoś tam jest wart Waszych pieniędzy z podatków. Oczywiście to absurd i jest to niewykonalne, ale Piotr świadomie lub nie proponuje trzymanie wolnej naukowej ekspresji (ale i jakiejkolwiek innej twórczości osób opłacanych z publicznych pieniędzy) za mordę. Rozumiem, że Piotrowi chodzi o to, by publicznie opłacana nauka nie istniała- bo tylko tak można rozwiązać problem opłacania badań naukowych z podatków. A jeśli zabraknie publicznie opłacanej nauki, zajmiemy się tylko tym, co potrzebne i moich bzdetów z HIPERbLOGa nikt nie chciałby sponsorować. Tylko że nauka w zupełności podporządkowana potrzebom rynku, to nauka niewolna, która realizuje tylko zamówienia prywatnych sponsorów lub zmuszona jest sprzedawać wyniki badań i patenty temu, kto da więcej. Wówczas społeczeństwo ma korzyść z nauki tylko wtedy, kiedy zapłaci określonym firmom, żadąjącym zwrotu nakładów poniesionych na badania. I osoby, które nie zarabiają tak jak Piotr, mogą zapomnieć o przejeździe autostradą, opiece medycznej na wysokim poziomie i wyższych studiach, bo nie będą mieli na to pieniędzy.

Co do opłacania składki na świadczenia zdrowotne- byłoby wspaniale, gdybym mógł wydawać to, co teraz płacę państwu, na prywatne ubezpieczenie. Jest jednak jedno "ale". Nie mamy pewności, czy przy przejściu opieki zdrowotnej w tryb zupełnie komercyjny, zakłady opieki zdrowotnej i firmy ubezpieczeniowe nie podniosą cen. Jeśli opieka zdrowotna będzie towarem, to musi być traktowana jak towar. Dobra luksusowe kosztują i jeśli jest na nie popyt, cenę można podbijać. Przykładem są dzisiaj mieszkania, kupowane za kredyt na czterdzieści lat lub przez spekulantów. Ale niekoniecznie przez tych, którzy potrzebują własnego lokum. Jest jeszcze inny problem, którego Piotr nie zauważa. Ja jestem zdania, że jeśli żyjemy razem w społeczeństwie i społeczeństwo ma mieć swoje pierwotne znaczenie, to musimy pomyśleć nie tylko o sobie. W przeciwnym razie, gdy wszystko podporządkujemy wolnemu rynkowi, ludzie bezrobotni, schorowani, bezdomni, stają się niepotrzebni. Proponuję zerknąć do choćby "życia na przemiał" Baumana, to nie są tylko moje bzdurne gadki. Przechodząc od publicznej służby zdrowia na prywatną opiekę medyczną i wpłacając składki już nie do kasy państwa tylko konkretnej firmy, pozbawiamy tych, których na opłacanie składek nie stać, dostępu do leczenia. Nawet gdyby państwo zapewniało jakieś inne rozwiązanie dla tych ludzi, nie będzie to poziom opieki, na jaki stać będzie opłacających składki.

Co do nierozumienia przeze mnie ekonomii, powiem tylko tyle, że to, co Ty rozumiesz jako ekonomię, to ekonomia neoliberalna (to słowo drażni, prawda?). A ekonomia jest nauką społeczną i tak jak nie ma jednej opcji politycznej, tak jak nie ma jednej wizji wychowania, tak nie ma jednej ekonomii. O tym się oczywiście nie mówi zbyt często, bo media głównego nurtu nie służą rozważaniom o alternatywnej globalizacji, alternatywnych ekonomiach itp., bo nie to jest w interesie biznesu, bez którego podobno nie mógłbym żyć. I tu Cię zaskoczę- mnie zupełnie nie przeszkadza biznes, na pewnym polu nawet mocno go wspieram, ale nie jestem zwolennikiem zupełnie wolnego rynku, który w dzisiejszym wydaniu jest tak naprawdę niewolny, bo np. USA nie stosuje się do wolnorynkowych zasad, które wymusza na biednych krajach w zamian za kredyty.

I na koniec Piotrze- wybacz, czasami pisałem do Ciebie wprost, czasem w trzeciej osobie, ale ze mnie, w przeciwieństwie do Ciebie dupa nie literat- nie mam nic przeciwko Twoim poglądom. Możesz mówić co chcesz, kiedy chcesz, nie zgadzać się ze mną. Nie ma dla mnie znaczenia, kto za to płaci. Czy ja z moich minimalnych podatków (tak, płacę dosłownie grosze, korzystając z przywilejów pracownika naukowego) czy Twój pracodawca czy nieokreślony sponsor. W przeciwieństwie do Ciebie nic mi nie opadło, kiedy czytałem Twoje wpisy, nikogo nie nazwę chujem z wąsem, nawet gdyby był cynicznym kłamcą i nikomu nie mam zamiaru dać po mordzie. Polityka to wojna, ale nawet prowadzona z radykalnie różnych frontów powinna mieć jednak na celu współistnienie jednostki ze społeczeństwem. Ty proponujesz libertariańską, przyciągającą, rewolucyjną wizję anarchistycznego odrzucenia państwa, z jednoczesnym odrzuceniem lewackich pokrzykiwań. I brzmi to rzeczywiście kusząco. Tylko co nam zostaje, kiedy państwo sprowadzamy do roli stróża nocnego? Zostaje pilnująca porządku skorupa, demokracja i zdanie ludzi, o które tak walczysz w przypadku podatków, staje się niczym, bo rządzi tylko pieniądz, a regulacje państwowe, często bezmyślne i błędne, zostają zastąpione bezduszną regulacją komercyjnych transakcji. Ja takiego świata nie chcę.
Tag:
Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

12 Responses to "jestem aktywistą- (Czerski) skuj mi mordę"

jah Says:

Czerski wspomina o "hobbystycznej nienawiści do socjalizmu". Nie mam
zamiaru się czepiać jego poglądów, albo wdawać się w dywagacje nt. socjalizmu. Jednak połączenie hobby (miłe, motywujące, relaksujące zajęcie) z tak skrajnymi emocjami i postawą za jaką uważa się nienawiść, kojarzy się tylko z fiksacją. Chyba mu nie o to chodziło.

*c Says:

jah: bardzo chętnie wyjaśnię ci tę metaforę - otóż mój serdeczny przyjaciel, skądinąd jeden z naczelnych teoretyków młodej polskiej lewicy, zwykł powtarzać mi (zresztą - za kimś), że jeżeli ja nie zainteresuję się polityką, to polityka zainteresuje się mną. wobec czego zainteresowałem się, terminując teoretycznie u niego, w czasie okazjonalnych alkoholowych libacji. aliści poglądy głoszone przez niego jakoś nie zgadzały mi się z tzw. intuicjami społecznymi (po naszemu: zdrowym rozsądkiem). zacząłem więc poszukiwania na własną rękę, konfrontując w miarę możliwości teorie z własnymi doświadczeniami i nikłą niestety, ale jednak jakąś wiedzą historyczną. w ten oto sposób po długich poszukiwaniach doszedłem do konserwatywnego liberalizmu i ze zdziwieniem zorientowałem się, że to, co ja sobie myślę, ktoś inny też już myślał wcześniej i nawet to nazwał. konserwatywny liberalizm ma to do siebie, że socjal w każdej odmianie jest mu wrogi - takoż i ja, starając się zdobyć rozeznanie nabierałem przekonania, że socjalizm, szczególniej w warunkach polskich, nieuchronnie prowadzić musi do postępującej patologizacji. stąd owa "hobbystyczna nienawiść", uprawia w sensie teoretycznym; podobna do tej jaką można żywić, powiedzmy, włoskich faszystów, z doświadczenia bezpośredniego nieznanych. doświadczenie bezpośrednie socjalizmu pojawiło się dopiero w momencie, w którym przyszło mi za utrzymywanie tej szopki płacić. od tego momentu nienawiść zyskała wymiar praktyczny i wyrażalny liczbowo. mam nadzieję, że moje wyjaśnienia są wystarczająco wyczerpujące i klarowne, żeby rozwikłać ten drobny misunderstanding.

na notę główną pozwolę sobie odpisać za chwilę.

*c Says:

GDS: zacznijmy od początku.

przede wszystkim - tak samo, jak trudno jest ustalić procentowy udział majątku publicznego w twoim blogu (;]) tak i trudno jest ustalić udział na nim ciebie jako osoby prywatnej i jako pracownika uczelni publicznej. kliknij na link "wyświetl mój pełny profil" - w charakterystyce siebie nie podajesz ANI JEDNEJ informacji niezwiązanej ze swoim udziałem w edukacji publicznej (sekcja "hobby" pojawia się dopiero w pełnym życiorysie, o poziom niżej). wobec czego traktuję autora bloga nie jako grześka z gdańska, ale jako absolwenta, asystenta i uczestnika seminarium. zauważ przy tym, że jako bezpośredni beneficjent systemu edukacji publicznej stajesz się w dyskusji na jej temat poniekąd sędzią we własnej sprawie.

po drugie - będę zobowiązany, jeżeli objaśnisz mi taką oto zagadkę logiczną: z jednej strony można mieć wrażenie, że szerokie masy społeczne są bezpośrednio zainteresowane utrzymaniem chroniącej je przed darwnizmem krwiożerczego kapitalizmu machiny socjalnej i wszystkiego, co się z nią wiąże (w tym - badań naukowych służących wypracowaniu podbudowy teoretycznej i zwiększeniu tempa marszu ku powszechemu szczęściu). z drugiej strony jednak sugerujesz, że gdyby wprowadzić wolność opłacania badań naukowych, to twoich lewicowych rozważań nikt nie chciałby sponsorować. jak więc jest naprawdę? czy istnieje na nie zapotrzebowanie - czy w brutalnym obrazie swojej istoty są one raczej oderwanym od życia zewnętrznego, akademickim autodyskursem, który w sensie finansowym żywić się może jedynie subwencjami zdobywanymi środkami przymusu prawnego? myślę, że głębsze zastanowienie się nad tą akurat kwestią pozwoli ci zrozumieć moją uwagę, że nie cieszy mnie przymusowe dokładanie się do budowania systemu, który zabiera mi czas i pieniądze, a którego jako asystent i tak dalej jesteś - niestety - funkcjonariuszem. tym bardziej, że jako asystent (i tak dalej) masz możliwość kształtowania światopoglądowego studentów, a tym samym - przyczyniania się do konserwacji istniejącego status quo (to bowiem, co z twojego punktu widzenia jest walką o zmianę tu i teraz, z mojego jest dążeniem do konserwacji albo ekspansji w szerszym planie czasowym). znajduję się więc - oczywiście nieco wyolbrzymiając - w sytuacji faceta, którego za chwilę mają powiesić, ale wcześniej każą mu uiścić opłatę za linę i koszty robocizny kata.

po trzecie - o ile NIE MAMY PEWNOŚCI czy przejście na całkowicie sprywatyzowany system ubezpieczeń nie wywołałoby spekulacji, o tyle MAMY PEWNOŚĆ, że system istniejący obecnie jest w oczywisty sposób kompletnie niewydolny i nie spełnia oczekiwań żadnej ze stron zaangażowanych: ani pacjentów, ani personelu. spełnia za to doskonale oczekiwania państwa, które ma pieniądze na utrzymanie instytucji zusu i wypłacanie świadczeń społecznych. które, mówiąc między nami, padną na mordę bodajże w 2020 - w istocie więc już dzisiaj przy potrącaniu składki emerytalnej państwo okrada cię w sposób najordynarniejszy z możliwych. metaforycznie: stoimy po pas w gównie, a obok leży rozpostarty koc. nie wiemy, czy pod kocem nie ma aby dziury z błotem - więc na wszelki wypadek wolimy stać w gównie dalej. wybacz, ale mnie to nie przekonuje. tym bardziej, że piekarnie są prywatne, a spekulacji na rynku bułek nie zauważyłem.

w swojej próbie budowy modelu teoretycznego pomijasz także i ten detal, że brak ubezpieczenia zdrowotnego w systemie prywatnym nie oznacza bynajmniej powolnego konania w kałuży własnych odchodów. jeżeli istnieje silna konkurencja na rynku aptekarskim - równie silna będzie istnieć na lekarskim. być może osobom gorzej sytuowanym (i w ogóle każdemu wolnemu człowiekowi) bardziej będzie opłacało się uiszczenie pięćdziesięciu złotych za jedną wizytę u lekarza z grypą w październiku niż płacenie stu pięćdziesięciu co miesiąc. na tym polega właśnie wolny wybór. decydujesz ty, a nie machina, która uważa, że wie lepiej od ciebie. wreszcie: zupełnie nie przyjmuję argumentu o owych ludziach "wykluczonych", których nie będzie stać - mieliśmy w tym kraju okres naprawdę wysokiego i REALNEGO bezrobocia, a jednak nie umierało się tu z głodu. dlatego, że mimo wszystkich postępowych wysiłków nadal istnieje instytucja rodziny i nadal istnieje coś takiego, jak prywatna dobroczynność. (a jak uczy lektura pozytywistycznych nowelek - zawsze istnieć będą i tacy, którzy ze względów humanitarnych wybiorą leczenie ubogich kosztem pomnażania osobistego majątku. więcej wiary w ludzi proponuję. [oczywiście odwołanie do pozytywistycznych nowelek może wydawać się wątpliwym argumentem - ale w końcu to nie ja wyjechałem z baumanem]).

po czwarte - ekonomii może być wiele, ale tylko niektóre dają się rzutować na rzeczywistość. nie wiem które ekonomie masz na myśli mówiąc o "alternatywnych" - mam nadzieję, że nie idzisz tak daleko jak np. jan sowa, postulujący wprowadzenie przelicznika czasowego pracy (godzina pracy szewca = godzinie pracy lekarza albo adwokata, a co sobie będziemy żałować). ja wiem tyle, że ludzkość nie wymyśliła pieniądza inspirowana przez złośliwych marsjan, a usa nie mogłoby wymuszać na biednych krajach niczego, gdyby jakimś przypadkiem nie było najbogatszym państwem tego świata. być może warto zastanowić się skąd wzięła się ta potęga i co w tym czasie robiły ekonomie alternatywne?

po piąte - nazywanie mojej wizji państwa "rewolucyjną" wskazuje jedynie jak daleko odeszliśmy już od modelu nazywanego wciąż konserwatywnym. tak: marzę o isntytucjach państwowych niewielkich objętościowo, za to silnych i sprawnych, marzę o poszerzeniu przestrzeni wolności i nie obawiam się odpowiedzialności, jaka z wolnością jest związana. o rzeczywistości, w której dostrzega się prymat stosunków społecznych w skali makro nad tymi z mikroskali.

po szóste - tym, co w twojej poprzedniej notce wywołało moją emocjonalną reakcję, były jawny, bezmyślny, demagogiczny populizm. "wczoraj geje, dzisiaj pielęgniarki, ty będziesz następny". a gówno. możemy iść o zakład, że nie będę. "szykanowanie lewicy i gejów", odbywające się według zasad prawnych i nieróżne od flekowania prawicy i tzw. prawicy za czasów hegemonii opcji o proweniencji lewicowej. do tego pielęgniarki, protestujące (być może słusznie) regularnie - ale przedstawiane jako ofiara wyłącznie porządku obowiązującego. mówiąc krótko - dostrzeżenie objawów, przy przemilczeniu przyczyn. rząd aktualny winny jest tak samo jak wszystkie poprzednie. a jeżeli każdy kolejny rząd okazuje się zły - to pojawia się refleksja, że prawdziwym źródłem zła jest nie ten czy inny rząd, ale po prostu system. i jeszcze ta uraza, że pielęgniarki usunięto z drogi, bo przeszkadzały normalnym obywatelom - a kim my, do diabła, jesteśmy? pielęgniarkami czy normalnymi obywatelami? myślisz, że pielęgniarka stojąca w korku solidaryzowała się kiedyś z blokującym drogę rolnikiem? i tu akurat zgadzam się całkowicie z decyzją premiera: jeżeli mamy mieszkać w państwie prawa (bez konotacji z nazwą partii) to tego prawa muszą przestrzegać wszyscy. negocjacji nie prowadzi się pod pistoletem, nawet jeżeli w roli pistoletu występują cztery kobiety okupujące budynek.

i na koniec: ponieważ po zapłaceniu podatków nie mam za co jeść do momentu spływu należności za wystawione faktury rozważam obecnie wypłacenie pieniędzy przy użyciu karty kredytowej bądź pożyczenie ich od rodziców. z bliżej niezrozumiałych przyczyn instytucje państwowe nie mogą mi zaoferować stówy na przeżycie. cbdu.

GDS Says:

*c w ogóle cała dyskusja wyglądałaby inaczej, gdybyś nie wyjechał z opadaniem rąk i obijaniem mordy- choć to akurat zapewne nie było do mnie. Bo tak, jak Ty pisałeś wściekły po staniu w korku, tak ja mogłem wściekle i populistycznie napisać o pielęgniarkach i rządzie, oglądając kolejny raz Kaczyńskiego, który próbuje nam wmówić, że politykę prowadzi się w rękawiczkach i ślicznie nakrytym stole (a z drugiej strony prowadzi targi np. z Beger). Poza tym populizmu nie uważam za nic złego, choć w wydaniu np. Leppera populistyczne zagrania są coraz śmieszniejsze, to jest część polityki.

Na komentarz odpiszę później, bo chwilowo mam mało czasu. W każdym razie, gdyby nie emocje, może w pewnych kwestiach moglibyśmy się zgodzić.

*c Says:

GDS: obijanie mordy dotyczyło, o ile się nie mylę, kwaśniewskiego - czasy, w których bywałem nadpobudliwy manualnie wprawdzie dawno już minęły, ale nadal uważam, że w pewnych sytuacjach jedynie krótki cios prostowniczy może pacjenta otrzeźwić. klasycznym przykładem jest przemoc wobec kobiety; ale dla mnie równie klasycznym jest publiczne (i to poza granicami kraju, a więc tam, gdzie szczegółowa wiedza o polskiej transformacji ustrojowej jest raczej nikła) ogłaszanie przez aleksandra kwaśniewskiego, że wprowadzał w polsce demokrację. na tym poprzestańmy, bo zakładam, że obaj wiemy o co mi chodzi i o co mam do niego pretensje.

a, jeszcze w kwestii formalnej, bo mi umknęło: jestem absolwentem informatyki po pg, studia filozoficzne z przyczyn tzw. ogólnożyciowych zakończyłem na trzecim semestrze.

GDS Says:

Ustalenie, w jakim stopniu udzielam się na blogu jako osoba prywatna, a w jakim stopniu jako publiczna, nie powinno mieć znaczenia. Moja naukowość może być oceniana jedynie przez pryzmat zrealizowanych projektów badawczych i naukowych publikacji. Zatem mój blog, to zapiski faceta, który pracuje jako asystent. Ale nie ma podstaw by twierdzić, że z Twoich czy moich podatków powstają moje bzdety. A ich powstawanie nie ma związku z wolnością naukową, bo pisałbym je również jako kierowca czy górnik. Może napisałem właśnie takie info o sobie, żeby podbudować swoje ego, albo dla lansu (pamiętam, że kiedyś w informacji o Tobie na blogu było info, że jesteś bawidamkiem- wolny wybór). A tak naprawdę, kiedyś hiperblog miał być poświęcony mediom, teraz stał się miejscem moich zapisków na różne tematy, również polityczne. I jak już pisałem- jak Ciebie ponosi po staniu w korku, tak i mnie z różnych powodów może nieść w radykalne refleksje. A że pod tym samym profilem założyłem jeszcze blog tematyczny, gdzie chcę, by widniało o mnie takie a nie inne info, nie zmieniłem opisu.

Nie będę odpisywał na inne zarzuty. Moje poglądy nie są niezmienne i nienaruszalne. Może naszym problemem jest to, że obaj stanęliśmy na radykalnie różnych krańcach barykady. I może istnieją rozwiązania kompromisowe- np. zwolnienie od podatku samodzielnych przedsiębiorców, a podwyższenie podatku dla gigantycznych firm i multimilionerów? Albo np. komercyjne ubezpieczenie zdrowotne, ale stawki wg widełek (ustalanych np. z zakładami opieki zdrowotnej, ubezpieczycielami i pacjentami), po to, by nie można było zarobić na ludzkim nieszczęściu- chorobie.

I jeśli jestem populistą, bo zestawiam gejów, pielęgniarki i nas wszystkich jako kolejne ofiary, to Ty również jesteś populistą, głosząc, że zniesienie podatków jest świetnym rozwiązaniem. Bo to pomysł na podobnej zasadzie jak dowalenie wysokich podatków wszystkim obywatelom. A nie jestem w stanie uwierzyć w proste i jednocześnie wspaniałe rozwiązania. Dzisiaj np. niektórzy wielcy liberałowie mówią o potrzebie wypłacania podatku negatywnego (a'la minimum socjalne) albo o bardzo wysokim, nawet do 100% podatku spadkowego.

GDS Says:

Co do zarabiania na ludzkim nieszczęściu- nie chodziło mi o zarabianie w ogóle, ale o zdzieranie z nas ostatnich pieniędzy i zaciąganie kredytów na dziesiątki lat, tylko dlatego, że dla zdrowia gotowi jesteśmy zrobić wszystko.

*c Says:

GDS: a obecnie, w warunkach teoretycznie państwowej służby, powszechnej opieki itd. lekarz proponuje rodzinie, żeby sprzedała krowę, jak chce ojca wyciągnąć z choroby. z dwojga złego wolę syf, który widać i można zwalczać, niż syf zamieciony pod dywan. ntbn. podatek spadkowy wydaje mi się jednym z najbardziej zdumiewających bandytyzmów ever - przecież po to, do diabła, między innymi pracuję, żeby moje ew. dzieci miały lepszy start ode mnie. rozumiem, że kontrargumentem jest paris hilton - ale z tego miejsca mogę oświadczyć, że paris hilton nigdy nie była ani nie jest moim dzieckiem ;]

GDS Says:

Cóż, nie da się ukryć, że obecna służba zdrowia już ledwo dycha. Sam niejednokrotnie płaciłem za wizytę, chociaż lekarz siedział w gabinecie i nie było kolejki. Z okulisty i dentysty korzystam już tylko prywatnie, z innych specjalistów zdarza mi się. Ale w przypadku komercjalizacji i tak będę zwolennikiem pewnych regulacji, ale o tym już się rozwodziłem.

A propos krowy- cóż, tak to już u nas jest, że bez łapówki nie potrafimy i długo nie będziemy potrafili się obejść. To prezent po poprzednim systemie. Ostatnio, gdy czekałem na przywiezienie ze sklepu lodówki, którą formalnie kupiła moja dziewczyna, a nie miałem przy sobie dowodu zakupu i kopii, jaką zabiera facet od transportu, od razu usłyszałem: "daj pan dziesięć złotych, a ja to załatwię", jakby łaskę robił, że wykonuje swoje obowiązki.

Można się dziwić, że w obecnej sytuacji poparłem pielęgniarki, mając świadomość zdychania systemu. Cóż, poparcie dla nich, to niezgoda na to, że w Polsce ludzką pracę traktuje się niepoważnie. Państwo powinno mieć świadomość, że jeśli nie zapewni godziwych zarobków służbie zdrowia, naukowcom itp. to wyjadą z Polski. Bo jak można nie mieć na służbę zdrowia, a mieć na kolonialne eskapady wojska i euro2012? Z kolei prywatni pracodawcy też powinni mieć świadomość, że ktoś ich zyski wypracowuje i jeśli zarabia się coraz więcej dzięki ludzkiej pracy, pracownicy powinni mieć w tych zyskach pewien udział.

A co do podatku spadkowego, dla mnie to jakaś paranoja. Podobnie jak podatek spadkowy, jaki musiałaby opłacić moja babcia, gdyby w przeciągu pięciu lat po śmierci dziadka, sprzedała mieszkanie.

Gen Disobey Says:

hehehe, widać każdy chciałby żeby system (np opieki) działał sprawniej (tzn. nie poniżał ani pracowników ani pacjentów), ale różnimy się w tym jak należy to naprawiać. Zrównać z ziemią czy bez końca remontować :)

Problem może w tym, że przy "nowym otwarciu" graczami będą ponadnarodowe osobowości prawne, a nie piekarz i jego bułeczki (których krańcowa użyteczność niewielka, nie to co...hmmm... nerki).

Tekst "wczoraj geje, dzisiaj pielęgniarki, ty będziesz następny" coś w sobie ma, zwłaszcza w kontekście tej dyskusji :)) Nie wiem co się stanie ze służbami zdrowia, ale atmosfera racjonalizowania (ograniczającego się w praktyce nie tyle do identyfikacji kosztów, ale do uznania prymitywnie liczonych kosztów za decydującą przesłankę do kasowania usług) będzie długo utrzymywała się w powietrzu i po tym rządzie i po usa'owym. I być może każdy, niezależnie gdzie stoi i z czego czerpie będzie musiał/musiała bronić swych pozycji na ulicy = inne kanały komunikacji niezbyt są chyba czytane ;)

p.s. podatek spadkowy ehhh prawicowi ekstremiści boją się, że dzieci prezesów rozkradną korporacje :))) No i żeby wszyscy jak najbardziej rzeczywiście mieli równy start nie w życiu (bo o edukacji dla każdego wtedy), ale NA RYNKU :)))

jah Says:

komentarze tak sążniste, że muszę je wydrukować. :)

GDS Says:

Jeszcze dajesz radę? ;)