Szukaj na tym blogu

6

trzeba nam... inżynierów

poniedziałek, stycznia 14, 2008

Testowo wersja dźwiękowa (hiperblog podcast 1(1)/2008):



Obejrzałem poranny wywiad w "jedynce" z panią minister edukacji. Wartościowej treści w dyskusji niewiele, ale do tego już przywykłem i bełkot nadają nieustannie wszystkie gadające stacje telewizyjne. Ale bełkotliwy wywiad z minister edukacji dziwi. I wśród masy nieistotnych pytań i nieistotnych odpowiedzi, bo ile można słuchać, czy będą podwyżki i ileż można słuchać wykrętów, jakby minister nie mogła powiedzieć wprost. Ale taki już widać los polityków, grać, mówić półprawdy, nie mówić niczego a potem i tak się wypierać...

Nie miałem jednak pisać o politykach w ogóle, ale w szczególności. Pani minister powiedziała właściwie tylko o jednej istotnej sprawie- o maturze. Ucieszyło mnie, że nareszcie zaczniemy podchodzić do licealistów i innych uczniów szkół maturalnych jak do ludzi, a nie podludzi ubranych w mundurki (tu już się rozpędziłem, bo licealiści mundurowani nie są, choć w pewnym technikum kiedyś co ranek musiałem zakładać piękny zielony mundur...). Otóż zasada będzie taka- do jakiej szkoły wejdziesz, taką skończysz. Co oznacza, że uczniowie będą mieli taką maturę, jaka obowiązywała w momencie rozpoczęcia przez nich średniej edukacji i nie można tych warunków zmieniać. A przypominam sobie, kiedy w drugiej klasie liceum straszono mnie, że będę pisał obowiązkową maturę z matematyki. Mnie się udało, ale dwa lata młodsi koledzy, zdziwili się w drugiej klasie, dowiadując o obowiązkowej matematyce, którą i tak w kolejnych latach (do "nowej matury") wycofano, bo byli eksperymentalnym rocznikiem nowej matury. Teraz na ten eksperyment, przynajmniej w uczelnianych komisjach rekrutacyjnych, a zdarzyło mi się raz być sekretarzem jednej z nich, mówi się "nowa matura 2002".

Nie wszystkie jednak niebełkotliwe wypowiedzi pani minister cieszą. Co prawda nie będzie zmian zaskakujących uczniów, ale modyfikacje będą. Na razie są plany reformy matury w taki sposób, by była zunifikowana, bez wersji podstawowych i rozszerzonych, bez wielu przedmiotów do wyboru, żeby poziom był rzeczywiście porównywalny i żeby uczelnie mogły spokojnie zestawić kandydatów. Matematyka będzie obowiązkowa, ponieważ pani minister uważa, że największym problemem polskiej edukacji jest niechęć do studiów inżynierskich. Trzeba nam zatem... inżynierów, a powszechnie wiadomo, że tylko obowiązkowa matura z matematyki zachęci do inżynierskich studiów. Pani minister wie, bo z wykształcenia jest nauczycielem matematyki. Komentarze wykładowców politechnik, jakoby to poziom nauczania matematyki na długo przed szkołą średnią i przez cały okres jej trwania, powodował ogromny odsiew na studiach inżynierskich, nie robią na pani minister żadnego wrażenia.

Trzeba nam inżynierów, jednolitej matury. Niech przyszli poloniści poczują chęć zostania budowniczymi mostów, bo może rzeczywiście stracą nieco czasu na lekturę i studiowanie gramatyki oraz uczenie się języków obcych, a kto wie, czy niektórzy nie zasilą liczby studentów politechniki pierwszego roku, którzy odpadają po pierwszym semestrze, ale może z niektórych inżynierów zrobić da się.

I chociaż uważam, że szanse rozwojowe polskich nauk ścisłych są dość marne, ze względu na poziom kształcenia w szkołach i finansowanie nauki, a nie ze względu na nieubieganie się o politechniczne studia, to obawiam się, że przymusowa technicyzacja nie ma najmniejszego sensu. Mówię to jako były uczeń, który przez pierwsze dwa lata licealnej matematyki był uczniem dobrym i pojętnym, wolałem jednak zgłębianie losów Józefa K. niż kreślenie sinusoidy na maturalnym egzaminie. Wszechstronna edukacja byłaby wspaniała i wzorem renesansowego mózgu jest dla mnie Stanisław Lem, ale w postrenesansie mamy już za dużo informacji i zbyt kiepskich twórców systemu oświaty (o dużej liczbie kiepskich belfrów, błędnie nazywanych pedagogami, nie wspomnę), żeby nam się udało taśmowo Lemów produkować.

I raczej widzę przymusową matematykę na maturze, jak przymusowe szkolne wykopki, o których opowiadała mi mama, które wcale nie spowodowały, że została studentką Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, niż jako receptę na odbudowę inteligentnej, mądrej Polski...

zrzut ekranu z gry "Team Fortress 2" skopiowany z: http://www.linuxcrypt.net/?p=53

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

6 Responses to "trzeba nam... inżynierów"

Jan Ziobro Says:

Witam,

1. Naprawdę potrzebujemy więcej inżynierów. Machina generująca dobrobyt – taka jaka działa w zachodnich (i dalekowschodnich) społeczeństwach potrzebuje wysokiego % ludzi z wyższym wykształceniem. Około 1/3 z tych ludzi powinno mieć wykształcenie ścisłe/techniczne. W Polsce ta proporcja jest wyraźnie zaburzona na niekorzyść inżynierów. Sądzę, że jeżeli ta proporcja się nie zmieni zachodni dobrobyt będzie w Polsce nieosiągalny z wszelkimi tego konsekwencjami dla kultury, nauki, swobód obywatelskich, ochrony środowiska etc.

2.Obowiązkowa matura z matmy jest jak najbardziej potrzebna. Moja intuicja i kilka osobistych obserwacji (są może jakieś badania?) podpowiada mi że szkoły jednak zachowują sie racjonalnie i w jakiś tam sposób optymalizują swoją działalność aby uzyskać jak najlepszy “efekt edukacyjny” - czyli wyniki matur. Jeżeli nauczanie matmy jest trudne (myślę że wcale tak nie jest – takie myślenie to raczej wynik pewnego skrzywienia na rzecz nauk humanistycznych obecne w Polskich szkołach) naturalnym jest że matematyka zostanie “wyoptymalizowana” czytaj wyrzucona na rzecz przedmiotów obowiązkowych i takich, w których szkoła czuje się bardziej kompetentna – czyli przedmiotów humanistycznych. Efekt – naturalne odpychanie ludzi od matematyki. W obowiązkowej maturze z matmy nie chodzi więc o to żeby pana mama poszła na SGGW tylko o to abym ja – uczeń niewiele odbiegający od średniej (czyli taki który właśnie potrzebuje matematyki na przyzwoitym poziomie – geniusz poradziłby sobie sam) mógł pójść na politechnikę.

3.Matematyka jest bardzo przydatnym filtrem odsiewającym ściemę. (Przykłady – kredyt i efektywna stopa procentowa, kapitalizacja odsetek etc, badania opinii publicznej - rozumienie statystyki, etc). Mym skromnym zdaniem do posługiwania się tym filtrem potrzeba jest umiejętność płynnego “rachowania” (tu chodzi o coś więcej niż tylko o arytmetykę). Z własnego doświadczenie wiem że coś takiego trzeba “wyćwiczyć” robiąc zadania. Jest to chyba równie ważne jak rozumienie kodu kulturowego zawartego w kanonie lektur ... skoro tak chyba warto sprawdzać tą umiejętność na maturze.

pozdrowienia
Jan Ziobro

GDS Says:

ad1. Jak najbardziej zgadzam się, że potrzebujemy inżynierów. Ale na ich wykształcenie trzeba lat ciężkiej pracy, zreformowania systemu edukacji i wyłapywania tych, którzy mają predyspozycje do tego zawodu. Nie powinniśmy ot tak dążyć do konkretnego procentowego udziału inżynierów w społeczeństwie. Nie może być tak, że nagle stawiamy na nauki ścisłe i to jest nasz najważniejszy priorytet- jak w USA gdzieś w latach 50/60 kiedy zdali sobie sprawę, że w sprawach technicznych będą przegrywać z ZSRR bo mają kiepski system ścisłego kształcenia, i postawili na przedmioty przyrodnicze kosztem humanistyki.

ad2. Szkolna racjonalność jest, niestety, pozorna. Tzn. szkoły rzeczywiście zmierzają do "efektu edukacyjnego", czyli matury. Ale wcale nie oznacza to, że solidnie przekazują wiedzę z określonej dziedziny, ale jedynie, że uczą do egzaminów. A uczenie pod egzamin jest zupełnie innym kształceniem niż uczenie dyscypliny i zwieńczenie uczenia egzaminem.

Zwiększenie matematycznej wiedzy i świadomości społeczeństwa nie będzie moim zdaniem wynikało z matematycznej obowiązkowej matury. Może być wynikiem jedynie solidnego uczenia matematyki przez całą szkołę średnią, zwiększenie ilości godzin matematyki itp.

ad3. Myślę, że najlepiej byłoby uczyć przedsiębiorczości i podstaw ekonomii praktycznej w połączeniu ze statystyką i z dużym naciskiem na wątki etyczne. Sama lekcje matematyki i matura obowiązkowa, jeśli nie są osadzone w konkretnym kontekście- w tym wypadku ekonomicznym, nie pozwolą na osiągnięcie rezultatu, o jakim Pan pisze.

Ogromnie dziękuję za komentarz. Zgadzam się z Panem co do celu- wykształceni matematycznie obywatele, potrafiący z wiedzy korzystać w praktyce i większa liczba świetnych inżynierów, ale nie zgadzam się co do sposobu osiągnięcia tegoż celu.

jan ziobro Says:

Fajnie że zgadzamy się co do celu. Zanim spróbuje odpowiedzieć na Pana argumenty przeciwko obowiązkowej maturze z matematyki chciałbym się dowiedzieć czy według Pan szkoła średnia powinna kończyć się dużym egzaminem (chodzi o sam fakt przeprowadzenia egzaminu - może być zupełnie inny niż dzisiejsza matura) i jeżeli tak czy na tym egzaminie powinna znajdować się część/całość obowiązkowa.

pozdrowienia
Jan Ziobro

GDS Says:

Szczerze mówiąc, nie jestem pewien, czy szkoła średnia powinna się kończyć poważnym egzaminem. W czasach starej matury było to jeszcze sensowne- egzamin, przynajmniej z języka polskiego, był rzeczywiście pewnym zwieńczeniem nauki- maturzysta musiał napisać sporą pracę w oparciu o zdobytą wiedzę, przeczytane lektury i własne przemyślenia. Ocena odbywała się lokalnie, była więc po części wynikiem pracy na maturze, ale i zwieńczeniem pracy podczas kilku lat szkoły (polonista raczej nie miał problemów z rozpoznaniem pisma i stylu swoich uczniów).

Obecnie matura jest dziwolągiem. Podobno jest sprawiedliwa, bo mamy zewnętrzne komisje, ujednolicenie egzaminu i do tego punkty liczą się często przy rekrutacji na uczelnie wyższe. Pod pozorem sprawiedliwości mamy zidiocenie egzaminu. Bo żeby egzamin był sprawiedliwy, musi zostać sprowadzony do pytań, na które można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Mamy ograniczony wybór, zautomatyzowanie, umaszynowienie egzaminu, który w dodatku nie jest już zwieńczeniem szkoły średniej, ale egzaminem na studia.

Nie uważam, żeby było nam trzeba egzaminów, które wyrównują poprzeczkę, wprowadzają jeden standard. Bo o ile pozwala to porównywać uczniów z różnych części kraju, to trzeba pamiętać, że porównanie dotyczy jedynie odtwórczej wiedzy, umiejętności udzielenia krótkiej wypowiedzi itp. Porównanie w tym przypadku oznacza również zrównywanie- przycina się twórcze jednostki do sztywnego schematu. W dodatku uczenie pod egzamin zabija uczniowską kreatywność i sięganie poza maturalne wymagania. Bo jeśli matura jest wyścigiem na studia, wszelkie twórcze dążenia odkłada się "na potem"...

Agata Says:

Zgadzam się z panem Ziobro - matematyka powinna być obowiązkowa na maturze. Przede wszystkim dlatego, że matematyka to nie tylko umiejętność rozwiązywania równań czy kreślenia tych sinusoid, ale też sztuka logicznego myślenia. Narzędzie, które jest niezbędne do rozumienia i stosowania innych nauk - wspomnianej już statystyki, ekonomii, ale też chemii, fizyki czy genetyki. Przerażające jest to, że często wykształceni ludzie nie potrafią poradzić sobie z prostym zadaniem matematycznym - np. z obliczeniem należnego podatku czy odsetek od kredytu. Jak to się dzieje, że np. nauczycielka biologii czy polskiego nie potrafi na koniec semestru policzyć statystyk frekwencji dla swojej klasy? Czy wykształcony człowiek nie powinien rozumieć pewnych mechanizmów, znać pewnych zasad i twierdzeń, które z pewnością przydadzą mu się w życiu (nawet humaniście)? Matematyka na poziomie liceum, a już szczególnie jej wycinek obowiązujący na podstawowej maturze to podstawa niezbędna do rozumienia świata. Posiadanie matury powinno do czegoś zobowiązywać...

L. Says:

Matematyka na dobrym poziomie w szkole jak najbardziej, choć optowałabym raczej za wprowadzeniem do szkół Logiki. Mogłoby to przynieść znacznie lepsze rezultaty niż liczenie całek... Co do obowiązkowej matematyki na maturze, to jestem zdecydowanie przeciw. Nie sądzę aby jeden przymusowy egzamin przyczynił się do wzrostu jej poziomu a co za tym idzie, większej liczby inżynierów.
Ja zdawałam maturę z języka obcego i potrafię obliczyć średnie, statystyki, i raty kredytu :-)
Potrafię też czytać ze zrozumieniem, co dziś wśród młodzieży i studentów jest prawdziwym dramatem.
Analfabetyzm funkcjonalny zdecydowanie bardziej mnie martwi niż problem matematyki na maturze i mała liczba inżynierów.